Wpisy użytkownika jacek23151 z dnia 22 sierpnia 2011

Liczba wpisów: 3

jacek23151
 
Anabasis moja dobiegła końca przed godziną z lekkim okładem. Dziś o 10:40 zdobyłem ostatnią górę do Korony Sudetów. Wyjazd sam w sobie pięknym wyjazdem był, relacja zdjęciowa pojawi się jutro rano, a teraz pozwolę sobie zapodać jegoż trasę.

Było miodzio, zacne towarzystwo, piękna pogoda, osiągnięcie górskich celów, pociągowe zboczenie ustaysfakcjonowane, żyć nie umierać i akumulatory naładowane na tydzień :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

jacek23151
 
Koronę Sudetów zdobywałem od września 2003 roku, więc już trochę długo. Od września 2009 brakowało mi dwóch szczytów w Czechach, które były "nie po drodze" podczas poprzednich wyjazdów - Pradziada (1491 m) i Slunečnej (800 m) - najwyższych szczytów Wysokiego i Niskiego Jesionika. Nadarzyła się okazja pojechać - to pojechałem, łącząc przyjemne (góry) z pożytecznym (pociągi) i odrywając się na weekend od szarej codzienności.

O samej Koronie w osobnym wpisie, tu zaś fotorelacja z podróży. Po burzliwym planowaniu przejazdów

20110822256.jpg


oraz orzeźwiającej burzy w piątek po południu,  powrzucałem do plecaka dużo za dużo różnych rzeczy i około 19 udałem się na SKM, którym bez większego problemu dotarłem na Centralny. Po krótkim sporze z kasjerką, zakończonym kupnem biletu do punktu taryfowego Zebrzydowice (Gr) poszedłem na peron, gdzie punktualnie wjechał pociąg CHOPIN do Wiednia, Budapesztu i Pragi. Załadowałem się do wagonu, znajdując nawet miejsce siedzące (co do Katowic nie było takie oczywiste) i skonstatowałem, że...

DSC03508.JPG


Cóż robić, trzeba czekać. Opóźnienie wzrosło do 50 min, a ja zauważyłem, że PKP IC rzuciło jeden skład "łódzki" na TLK do Krakowa o 21:16.

DSC03507.JPG


Z pociągiem Chopin w Bohuminie dzieją się bardzo dziwne rzeczy, wagony są rozłączane, dołączana jest część z Krakowa, z którą jadą wagony z Rosji, część przeczepiają na skład słowacki jadący do Koszyc, a mój wagon oraz dwa sypialne do Pragi dołączają do IC Ostravan, czego wynikiem jest taka oto tabliczka w pociągu.

DSC03509.JPG


Transkrypcja nazw własnych na rosyjski nie powinna mnie bawić, ale nie mogłem się powstrzymać.

DSC03513.JPG


W Bohumínie do odjazdu zostało sporo czasu (1,5 h) to zajęty on został kupnem biletu na odcinek czeski w kasie krajowej, przejściem się po Bohumínie, który okazał się całkiem ładnym miasteczkiem z dworcem

DSC03512.JPG


młodzieżą grającą przed nim o 1:45 we frisbee oraz długą drewnianą i niezbyt pewną kładką, której wszakże nie mogłem się oprzeć i zeksplorowałem.

DSC03511.JPG


Po tak interesującym początku należało udać się na sen do stojącego już Ostravana, co dla mnie równało się powrotowi do wagonu, w którym już byłem. Niestety w Ostrawie sen został zakłócony przez dwóch panów Czechów, którzy zapragnęli siedzieć tam gdzie można leżeć, ale jakoś się udało śpiąc dotelepać do Zabrzehu na Morawie, gdzie przywitał nas świt oraz taki oto pomnik.

DSC03514.JPG


Wagon motorowy do Šumperku był tak nowoczesny, że aż nie wiadomo było jak sobie poradzić z tą techniką. Miał też w klopie przewijak dla maluszka :O

DSC03515.JPG


DSC03516.JPG


Po śniadaniu w Šumperku udałem się do Koutów nad Desnou, gdzie miała znajdować się sobotnia baza wypadowa/noclegowa. Z powodu vyluky czyli remontu torów pociąg był od pewnego momentu autobusem, ale dojechał. Hotel był 200 m od stacji, ale co to za hotel!!! Cena noclegu jak na Czechy nader przyjemna - 170 koron, z wierzchu wyglądał tak

DSC03527.JPG


pokój też nie najgorzej (zasłonka była może hołdem dla Andrzeja?)

DSC03522.JPG


ale na korytarzu to czas się zatrzymał daaawno.

DSC03526.JPG


DSC03525.JPG


30 lat budowania socjalizmu i jeszcze się nie udało.

DSC03524.JPG


Aby się nadto nie złachać, tym bardziej, że słońce piekło, decyzja: podjechać autobusem na Červenohorské sedlo, stamtąd czerwonym wejść na Pradziad i zejść prosto do Koutów. Autobus był, podwiózł i można było zobaczyć taki oto widok:

DSC03517.JPG


Sama przełęcz już nieco z góry prezentuje się tak:

DSC03518.JPG


Po niecałej godzinie ukazał się wierzchołek Pradziada z instalacją przypominającą wieżę na lotnisku Zvartnots w Erywaniu, znaną z "Podróży Pana Kleksa"

DSC03519.JPG


na który to wierzchołek ostatni kilometr trzeba iść asfaltem. Warto zauważyć, że nasi sąsiedzi masowo chodzą po górach.

DSC03520.JPG


Najciekawszym widokiem ze szczytu był płaski szczyt Mravenečníka, za którym znajdowało się sztuczne jezioro a pod nim podziemna elektrownia.

DSC03521.JPG


Zejście było długie i nawet strome, potem zaś nagroda czyli obiad, piwko do ciekawej lektury ;)

20110820251.jpg


i spać. A dzień numer dwa w następnym wpisie.
  • awatar jacek23151: cicho, nie miałem gdzie go nosić, bo wziąłem rowerowo-biegowe spodenki bez kieszeni :)
  • awatar pushthebutton: oj zatęskniło mi się za naszymi południowymi sąsiadami I taka nowoczesność na Centralnym, światowo :)
  • awatar zgroza: Założę się, że te fotele są szalenie wygodne i fajnie się w nich czyta rzeczy.
Pokaż wszystkie (10) ›
 

jacek23151
 
Dzień drugi rozpoczął się bardzo wcześnie, bo o 6 rano. Słońce poranne bardzo ładnie oświetlało stacyjkę w Koutach nad Desnou.

DSC03529.JPG


W Penny Markecie w Šumperku, mimo niedzieli czynnym od 7 rano, sprzedają Piekielną Dziewicę w promocji za jedyne paręnaście koron.

DSC03530.JPG


Szumperckie kamienice.

DSC03531.JPG


Następnie w pociąg do Ołomuńca, tam szybka przesiadka na osobowy do Dětřichova nad Bystříci, gdzie wysiadka o 10:02. Już z pociągu widać Kanczendzongę Jesioników, czyli najwyższy szczyt Niskiego Jesioniku - Slunečną (800 m).

DSC03532.JPG


Na atak szczytowy i powrót były dwie godziny. Ciężkie to podejście odbyło się drogą asfaltową

DSC03533.JPG


oraz drogą gruntową nieutwardzoną

DSC03534.JPG


które to wyprowadziły na sam wierzchołek

DSC03535.JPG


Żeby nie było, że to takie fifa-rafa, na wierzchołku było niebezpieczne promieniowanie

DSC03537.JPG


z tej oto wieży

DSC03536.JPG


W każdym razie 21.08.2011 r. o 10:40 zakończyłem zdobywanie Korony Sudetów :)

Szybki powrót, kofola w motoreście, przesiadka na rychlik do Ostrawy, po drodze kolejna vyluka w Krnovie i do Opawy podróż autobusem. Z Ostrawy do Czeskiego Cieszyna podróż składem tamtejszego S-Bahnu, piętrowym CityElephantem.

DSC03538.JPG


Jak widać, miejscowości na Zaolziu z dużą polską mniejszością mają nawet podwójne nazwy.

DSC03541.JPG


Wysiadka w Czeskim Cieszynie

DSC03542.JPG


Tu przerwa na małe co nieco i obserwację sztuki reklamy

DSC03543.JPG


jak również zakupy w czesko-wietnamskim sklepie, a potem to już przejście Olzy

DSC03544.JPG


i można podziwiać cieszyński rynek

DSC03547.JPG


a po podróży PKSem do Krakowa (za pomoc rozkładową podziękowania dla kolegi Zgrozy, niemniej pociągu o 21:24 nie ma i nie było ;) ) cudem wbicie się do pierwszej klasy TLK o 19:53 wiozącego młodzież z jakiegoś festiwalu Coca Coli i pod taką wlepką

DSC03548.JPG


upłynęły mi ostatnie trzy godziny podróży (za darmo, bo oczywiście nikt nie przyszedł mi sprzedać biletu :) )
  • awatar zgroza: Pisałem, że przez Katowice itd. Od Katowic chyba miał być z wagonem kinowym i inną numeracją.
  • awatar zgroza: A stacyjka w Koutach (ciągle mi się mylących z Koutem na Šumavě, bo tam jest browar) przeurocza.
  • awatar Obiektyw-NIEJ: Ooo, Cieszyn... sie bylo, sie widzialo.. z obnu stron :)
Pokaż wszystkie (3) ›