• Wpisów:2093
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 19:55
  • Licznik odwiedzin:238 620 / 3966 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Centrum Warszawy. Knajpa typu "ą-ę, bułkę przez bibułkę, proszę Ciebię".

Menu na ulicy. Ceny z kosmosu, dania również. No, to przyjdą obcokrajowcy. No, to trzeba im na angielski przetłumaczyć.

Idea szczytna. Wykonanie - jak widać. Ale za to wyszedł homar z fantazją.

Dopełniacz saksoński. Do-peł-niacz sak-soń-ski!
  • awatar TinTin: Nah-ah. Lobster fantasy jak juz bo z dopelniaczem saksonskim tez wyjda niezle kwiatki :-D
  • awatar wredotka aka brzytwa: A mnie się nawet angielska wersja bardziej podoba i za 150 złotych wolałabym zjeść "A fantasy of lobster" niż "Fantazję z homara" :D
  • awatar Bezimienny: ale przynajmniej się starali... heh
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przed Świętami jeszcze rzuciła mi się w oczy reklama z billboardów. Niby normalna rzecz, ale coś mi nie pasowało.

Ta mapa Europy z tak wielkim czerwonym obszarem przypominała mi infografiki z filmów historycznych o żelaznej kurtynie i przesuwaniu się frontu wschodniego. Ale to nie to.

I nagle mnie oświeciło. "Jedna płaska stawka w Polsce i do Unii Europejskiej". Przypatrzmy się zatem mapie. Polska jest. Dobrze. Teraz Unia. Copywriter z Heyah przyjął do Unii Norwegię i Islandię (Szwajcarię też, choć litościwie większość z niej zasłonił jedną z czwórek), zaś bezceremonialnie odmówił unijności Estończykom.

Po jakimś czasie (chyba dwóch tygodniach) błędne mapy zniknęły, choć cały czas Norwegia i Islandia były na czerwono.

Ja rozumiem, że niedługo do UE przyjmą, o zgrozo, Albanię i Bośnię. Ja rozumiem, że nie każdego muszą interesować zagadnienia związane z UE. Ale, na Boga, chyba duża agencja reklamowa może zatrudniać copywritera z odrobiną wykształcenia ogólnego, a w Heyah mógłby pracować ktoś, kto zada sobie odrobinę trudu i jego pracę sprawdzi.

Ciekawe, czy interweniowała Ambasada Estonii. Gdybym nią był tobym tak zrobił.
  • awatar Gość: Reklama to pikuś, zobacz na testy gimnazjalne 2008 - największe wydobycie czegoś tam w UE??? odpowiedz wg klucza Norwegia !!!!!!!!! I skąd mają sie brać Ci wykształceni copywriterzy????
  • awatar grasshopper: A tam, kogo by ta Unia...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Na stacji WKD Śródmieście mieści się punkt pomocy lekarskiej. Zważywszy na bliskość Dworca Centralnego, jest zapewne oblegany przez różnej maści jego mieszkańców. Bardzo szczytna idea, bez przymrużenia oka, menel też człowiek, a do przychodni nie pójdzie.

Przychodzą tam na dyżury również lekarze. I tu jest szkopuł. Widać go na zdjęciu. Co najmniej dziwne, nieprawdaż?
  • awatar jacek23151: A może tam przyjmuje ten znachor z Brodnicy? Od samego patrzenia rany się zabliźniają...
  • awatar grasshopper: Jak się trochę poczeka to samo się zagoi, po co opatrunek? Trzeba było nie dziurawić, to krew by nie leciała.
  • awatar Gość: Poza tym smutny to widok. Wykrzykniki, nakazy, zakazy, wielkie litery - człowiek patrzy na kartkę i od razu się stresuje...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dzisiejszy wpis znów sponsoruje Radi. Tym razem przysłał mi zdjęcie aż z dalekich Indii, gdzie teraz przebywa, i gdzie poszedł do restauracji.

Dziwne zwyczaje tam mają w tych Indiach. Pójdzie człowiek do knajpy, mnóstwo nazw, których nie zna i pod którymi nie wie, co się kryje, zamowi sobie takie Aaloo Jeera za 55 rupii i.. musi uważać, bo na końcu menu czai się uroczy dopisek.

A zatem pamiętajmy, jadąc do Indii, aby wymiotować poza knajpą. Albo zapłacić "vomiting charge".

Z czekistowskim pozdrowieniem na nowy tydzień,

Jacek i jego numerki.
  • awatar Gość: buahahahahahahahaa
  • awatar Gość: Też tak myślałem, ale Bogna twierdziła inaczej. No i proszę: http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53667,2347879.html "Używam nazwy kumin, choć właściwsza byłaby kmin, rzymski lub indyjski. Ale kmin brzmi jak dorodny okaz kminku, a te dwie przyprawy, chociaż wyglądają tak samo, nie powinny być mylone"
  • awatar jacek23151: Znaczy z kminkiem (ang. "cumin")? ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Jadąc tramwajem zauważyłem dziwną reklamę. Okazało się, że to reklama tzw. "społeczna", dotycząca akcji 1% - beneficjentem tym razem miało być Stowarzyszenie Harcerskie.

Idea szczytna, nie przeczę. Ale wykonanie zachęty jakieś takie mało zachęcające. Pierwszy harcerz od lewej trzyma gitarę, ale domyśliłem się za 3. razem, wygląda jak żołnierz z gotowym do strzału karabinem. Drugi ma symbolizować poznawcze walory - tylko czemu ogląda jakąś różową glizdę, w dodatku przez lupę ma brew, a nad drugim okiem, nieuzbrojonym, brwi nie ma. Trzeci coś robi, widać nawet chyba młotek i dłutko, ale ten płotek w połączeniu z harcerstwem kojarzy mi się jedynie z latryną...

Do tego ten schematyzm rysunków moim zdaniem zaciera obraz.

A oto i dzieło:

  • awatar Shameless: Hmmm...gdyby nie Twoja "podpowiedź" - w życiu nie odgadnęłabym w tym kiju gitary! :P a mi harcerz pierwszy z prawej wygląda jakby grał na cymbałkach. Może to jakiś zespół? ;D
  • awatar jacek23151: Włosy miał Bolek. I rzeczywiście...:)
  • awatar grasshopper: Ten po prawej przypomina mi Bolka lub Lolka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Witam po krótkiej przerwie!

Świeża dostawa z lekkim opóźnieniem jest już na pingerze. Poszedłem sobie z koleżanką na kawę w przerwie w pracy. Tam, gdzie dają kawę, dają również jeść, a menu jest ogólnodostępne w formie wywieszki.

W piątek można było zjeść coś, co poniżej. Mnie się Camemberg kojarzy z... no właśnie, z czym? Z rodem Battenbergów? Z zamkiem w Bawarii?

Żeby jeszcze camembert był jak kumkwat albo inne rachatłukum, że rarytas i nie wiadomo jak napisać.

PS. Pozdrowienia dla malkontentów z komentarzy. Tak, szydzę z ludzi, a po pracy upuszczam im krew i w swojej piwnicy przerabiam ją na macę, którą sprzedaję po cenach zawyżonych i z tego żyję. Działkę oczywiście odpalam Hagath, podczas conocnych libacji alkoholowych, gdzie knujemy plany, kogo by tu jeszcze wyśmiać.
  • awatar bessęsu: @grasshopper: Oczywiście - jest tak, jak mówisz. Spójrz no tylko w znajomych Jacka i numerów, a przekonasz się, że to prawda.
  • awatar jacek23151: @grasshopper: ach, ironia :)
  • awatar grasshopper: @bessęsu: To chyba sugeruje, że znasz się z jackiem i z jego numerami.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Sponsorem dziświeczornej notki jest Marcin Be. Czasem będą się tu przeplatać kwiatuszki sfotografowane przez znajomych z życia pozainternetowego.

Stare to, bo chyba sprzed, jeśli się nie mylę, 5 lat. Ale trzeba przyznać, że speców od markietingu gmina Jerzmanowice-Przeginia ma (miała?) dobrych.

Dzięki, Marcinie!
  • awatar Gość: Właśnie! Jacek szydzi i pluje na ludzi, którzy z powodu kiepskiej sytuacji materialnej nie mieli okazji nauczyć się polskiego w stopniu ąęćńóśżź, jak on. Trochę szacunku, oni są po prostu gorzej poinformowani! PS. A podobno Hagath odgryza głowy dyslektykom.
  • awatar Gość: Wszystko to śmieszne, zabawne... Ale czy pomyślałes, że jednocześnie szydzisz z ludzi? (Chociaż i tak to nic w porównaniu do użytkowniczku o pseudonimie Hagath...)
  • awatar Gość: Nie no dobre hasło :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W książkach Macieja Wojtyszki (typu "Bromba i inni", za którymi nie przepadałem, ale się spotkałem, występowały glusie. A w Polsce występują godzie i tysie. Tysie są coraz cwańsze i się chowają, przez 3 dni nie udało mi się żadnego upolować, ani w gazecie, ani w żadnej witrynie, nawet sprzedawcy nieruchomości się pilnują i piszą "tys.". Ale pięknego godzia złapałem bardzo szybko.

Plaga to straszna, a wyplenienie tego zajmie chyba lata.

A zatem pamiętajcie, dzieci. Skrót od "godzina" to "GODZ.", a od "tysiąc" - "TYS." Bo mnie to wkurza!

  • awatar Gość: Może chodziło im o coś innego :D
  • awatar jacek23151: A dziękuję z góry. W ogóle mam tyle materiałów, że och i ach...
  • awatar trawiaste tsunami: a ja częściej spotykam się z 'tyś.' zrobię specjalnie fotkę dla Ciebie następnym razem;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Tak w sumie jak popatrzeć na tego znachora, to kilka rzeczy zastanawia:

- po co lekarz medycyny jest znachorem? Czy prywatne praktyki lekarskie mają się tak źle, że trzeba znachorować po Brodnicach za 30 PLN za osobę?

- dlaczego na zdjęciu znachora w prawym górnym rogu jest kir? Znaczy to, że powiedzenie "Lekarzu, lecz się sam" nabrało nowego znaczenia? A może to takie memento dla pacjentów znachora, a ten pan na zdjęciu to nie znachor, a jego ofiara?

- W sumie to nie znachor dba o "statestycznego" Kowalskiego, a ALTERNATYWA, tak wynika z plakatu.

Kto na ochotnika zadzwoni do znachora i się spyta? Telefon jest podany...
 

 
Nadejszła wiekopomna chwiła!

Dzięki Radiemu pojawi się tu kolejny wpis, a jednocześnie pierwszy raz opublikuję zdjęcie nie mojego autorstwa. Ale Radi ma tak wyostrzony zmysł obserwacji rozmaitych głupot, że godzi się uhonorować go tu wpisem, oj godzi.

Nie wiem, gdzie on to znalazł, ale uwaga, uwaga, Achtung, wnimanie, atęsją... przed Państwem ZNACHOR! Uleczy każdego, nawet stetystycznego Polaka (kimkolwiek by tenże nie był).

A sam znachor na zdjęciu wyszedł tak szałowo, że nic, tylko się zapisywać. W końcu to tylko 30 zł!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Dzisiejsza noteczka będzie o zdrobnionkach. Mam trochę czasiku w pracce, to mogę napisać coś dla czytelniczków, zanim pojadę kolejeczką do domeczku zjeść chlebuś.

A tak poważnie, zainspirowało mnie załączone zdjęcie (niestety słabo widać, ale widać), mające być chyba żartobliwo-spoufalającym się komunikatem, że sklep z wyrobami ludowymi przy ulicy - jakżeby inaczej - Długiej, będzie zawarty na cztery spusty. Żartobliwości, obok rysunku przedstawiającego panią bez rąk w ludowym stroju (bez rąk to chyba żeby było zabawniej), przydaje błąd ortograficzny (sprzontanko) oraz zdrobnienie.

Muszę przyznać, że oryginalnie. Remanencik. I do tego sprzątanko. Ciekawe, czy jak się wchodzi do tego sklepu, to są tam panie sprzedawczyńki, u których za pieniążki można kupić jakiś serdaczek, wineczko czy inny upomineczek ludowiutki?

Jak mówi Wojciech Cejrowski w swoich audycjach - wkurza mnie to!
  • awatar Gość: Nie no dobre :D a jaką lalę narysowali :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Miałem taki jeden epizod w życiu, że pojechałem do Bułgarii. Do Sofii. Byli chwilę przed akcesją do Unii i w ogóle full Europa. A jak Europa to trzeba frontem do turysty.

Ja tam bułgarski rozumiem i nawet trochę mówię, więc wielki problem to to dla mnie nie był, ale uśmiałem się setnie, czytając to wszystko, co na zdjęciach. Co prawda do "rest are under procession, soon will get" to się nie umywa (no, chyba że "Discovery a new friends"...), ale zabawne jest i tak.

No to You are wellcomed, discovery a Bulgarian English translations with a little Chines accent by a minister of interior:
  • awatar The Wicked Witch: ja na każdym kroku(w polsce) natykam się na hod doki.
  • awatar Gość: Phi, słabe. Lata świetlne za Chińczykami, ci to dopiero mają cuda na szyldach i tablicach. "Individual Travel Department of Tits", "For restrooms, go back toward your behind" i legendarne "translate server error". Pzdr, A.
  • awatar Holly Golightly.: noo nie ma to jak płynna angielszczyzna ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dziś będzie o jedzeniu. Jedzenie miła rzecz, a przy okazji, odwiedzając lokale, można się jeszcze pośmiać. Specyficzny humor to humor napisów na budkach ze śmieciowym żarciem. Moim zdaniem każdy, kto chce założyć tego typu przedsiębiorstwo, powinien dostawać ściągawkę z poprawnymi nazwami sprzedawanych potraw. I nie mielibyśmy wtedy hod-dogów, hod-doków (widziałem!), hamburgierów, cheesburgerów, czy tego, co na zdjęciu poniżej.

Ja się tylko zastanawiam, czy w prezentowaną potrawę wkładano szachownicę i piony. Szkodzi nieznajomość języków, szkodzi. Ale przy okazji jest zabawa.

To nie ostatnia notka, w której będę się znęcał nad knajpianym angielskim. Pod tym względem mamy już blisko, żeby stać się drugą Japonią...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dzisiejsza późnonocna notka będzie mieć charakter lakoniczny. Mijałem knajpę o wystroju wskazującym na góralszczyznę szeroko pojętą. W menu miała kwiatek jak na zdjęciu. Domyślam się, że chodziło o pierś z kurczaka (chyba), jednak zdaje mi się, że w chęci bycia regionalnym/dowcipnym jakiś spec od pi-aru poszedł o jeden cycek, pardon, most, za daleko.
  • awatar Gość: Stefan "Siara" Siarzewski powiedział raz żonie, żeby "cycki se usmażyła". Grillowanie nie jest zbyt daleko od tego, nieprawdaż? :) Pzdr, A.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dzisiejsza notka powstała dzięki Kasi, która przypomniała mi o pewnym ciekawym zjawisku, widocznym głównie w witrynach cukierni oraz solariów. Załączone zdjęcie pokazuje rzeczony fenomen.

A ja mam zawsze ochotę, jak widzę coś takiego, pójść do takiego sklepu czy solarium, wyjąć 6 gr i poprosić o 10 pączków...
  • awatar jacek23151: @Alberto Alesina: To ja w takim razie będę prosił o te za 0 zł. Albo za 1 grosz, jeśli przedział jest otwarty.
  • awatar Gość: To ja spróbuję podejść do tego matematycznie. To z całom pewnościom miał być przedział (0, 60), ale zabrakło nawiasów. Pzdr, A.
  • awatar Gość: Mało tego, prawo polskie mówi, że sprzedawca ma obowiązek Ci sprzedać towar po takiej cenie, jaką tenże towar jest oznaczony :) Pozostaje sprawdzić, na który dokładnie przepis się powoływać, i możena opychać się pączkami w najlepsze :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dziś z rana przynoszę kolejne piękne przykłady użycia cudzysłowu tam, gdzie niekoniecznie potrzeba.

Pierwsza - to sklep "Społem" i Coca-Cola w "Puszce". Nie dość, że wielką literą (jak w niemieckim, to temat na osobną notkę), to jeszcze kupiłem sobie tę Colę i była w normalnej, najprawdziwszej, aluminiowej puszce. Takiej, jak zwykle. To po co cudzysłów?

Drugi przykład to mój ulubiony administrator budynku, ten od gruzu. Tym razem zdenerwował się na śmiecące firmy na trawniku. Jakkolwiek zapis "firm" można zrozumieć, bo nadaje to pewnych cech ironii, że to są takie firmy z przymrużeniem oka, tak pan B. nadal nie rozumie, że pisząc "informuję, że teren nie jest <<wysypiskiem śmieci>>", pisze, że właśnie tymże wysypiskiem jest!

Ot, takie spostrzeżenie.

  • awatar jacek23151: słuszna uwaga, ten smaczek z wychowaniem firm mi umknął :)
  • awatar Gość: Świetne! Jacku, czekamy na więcej!
  • awatar Gość: a ja myślałem, że fimy sie zakłada a nie wychowuje:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Na moim blogu będą nie tylko fotki. Nie samymi fotkami człowiek żyje. Czasem na przykład usłyszy muzykę. I tekst napisany do tej muzyki. Ja akurat zbyt długich włosów na głowie nie mam, ale pamiętam, że gdy usłyszałem tę piosenkę, to mi się wszystkie co do jednego podniosły.

A zatem, Panie i Panowie, przed Państwem Marcin Rozynek:

http://uk.

W połączeniu z muzyką ten tekst nie robi aż takiego wrażenia, jak wtedy, gdy się go przeczyta. A zatem miłej lektury:

Spójrz wystawy - śmieją się z nas
A Ty wybrałaś znów właśnie mnie
Bo wiesz, że gdy zimno - ubiorę
i do siebie wezmę Cię

I niech noc przykryje nas
jak końca świata świat
w obawie przed świtaniem ,
niczym król Karol kupię Ci
korale planet i
w nich samych przy mnie staniesz ..

Świat w ramionach Twoich jak ja
największy Siłacz od lat
to dziś staniemy znów twarzą w twarz
choć patrz jak walczę

I wiesz - bez ziół Smakujesz mi
prorocze miewam sny
jak pies gdy śpi przy Tobie
więc choć - kopuła niebios drży
jak chleb smakujesz mi
ruszymy z posad bryłę świata

Podejmijmy się trudnej sztuki analizy tekstu.

W pierwszej strofie modernistyczne podejście do fleksji i interpunkcji, niemal "nusz w bżuhu" Jasieńskiego! Zanik fleksji czasownika w trybie rozkazującym. Dlaczego śmieją się z podmiotu lirycznego i wystaw - tego nie wiemy. Ale go wybrała. Znów. Bo ubierze i weźmie. Czyli dziewczę jest biedne, nie ma jednej kurtki czy swetra, ale za to ma zdolność przewidywania, bo idzie do niego, on ma. A może ma sklep, z tymi wystawami, z których się śmieją? Sklep z ubraniem?

Refren. Końca świata świat to prawie jak niegdysiejsza wypowiedź Kaczyńskiego nt. Rosji. Coś chciałem powiedzieć, ale nie wiem co. Świat końca świata. Złożone. Dla mnie chyba co najmniej raz za mocno. Zawsze mi się wydawało, że coś się robi "z obawy przed czymś", a nie "w obawie", ale noc kryje Rozynka z lubą w obawie. Teraz Król Karol. Tu sprawa jest prosta, autor tekstu nie umiał wymawiać "r", za pomocą szczerzącego korale koloru koralowego złowrogiego Króla Karola uczono go tego, zatem wbiło mu się to taką traumą w mózgownicę, że nawet w erotyk (tym chyba w zamierzeniu miała być ta pieśń) musi wplatać ten motyw. Ale jak stanie w koralach planet, to mimo że tylko w nich, to nie będzie jej widać, przecież taki Jowisz jest sporo od niej większy. A i na nitkę trzeba nawlec.

No, ale skoro ma na sobie korale planet, to wzięcie w ramiona świata nie jest problemem. Za to wybujałe ego podmiotu tak - jest on jak świat. I to jeszcze najsilniejszy człowiek od czasów Pudziana i Agaty Wróbel, a daje się brać w ramiona jakiejś babie co nie ma swetra, razem ze światem. Z czym walczy? Z nocą? Z wystawami? Z tym kto się z niego śmieje? Z koralami planet? I wszystko stojąc twarzą w twarz z nią. To jakieś tajne ciosy pijanego mistrza musi znać.

Clou programu to ostatnia zwrotka. Smakuje mu bez ziół - ok, ja też nie lubię sypać partnerki ziołami podczas konsumpcji, choć to ciekawe zboczenie (może należałoby polecić komuś co chce zaskoczyć czymś faceta, tak jest taniej niż różnymi gadżetami czy bielizną, bo kminek i kolendra kosztują tylko 4 zł). Ale ten pies, co ma prorocze sny jak śpi przy niej, a on też ma takie sny jak ten pies! Pomijając kolejne awangardowe użycie dywizu i kolejną analogię kulinarną (może nawiązanie do Święta Paschy, w końcu tam też był przaśny chleb bez ziół) zamykamy metaforę zgrabnym cytatem z Mickiewicza. Przecież ma być patriotycznie, no bo co w końcu, kurczę blade!
  • awatar Nauczycielka na wakacjach: a nie powinno być "chodź, patrz jak walczę"? Chyba że prosi ją, by chociaż spojrzała na tę jego walkę...
  • awatar TinTin: "Smakuje mu bez ziół"...No, tu raczej chodzi o to, ze przed konsumpcją autor tekstu pewnie lubi sobie zabakać porządnego afgana, White Widow, Stars of 77 czy poprostu skuna, ale (behold!) kobieta podmiotu lirycznego jest tak zajebista, że smakuje mu *bez* ziół czyli jak dobra wóda, "na czysto", bez mieszania :-D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dziś, Moi Drodzy, będzie o graffiti. A w zasadzie o napisach sprayem, bo prawdziwe graffiti czasem oko nawet cieszy.

Generalnie temat mało porywający, ileż bowiem można czytać "Polonia ch...e" czy "Borek za Wisłą, j...ć Pasy" lub też oglądać bazgroły bez treści, nazywane "tagami" i będące odpowiednikiem szczania na mur lub drzewko przez psa, chcącego oznaczyć swoje terytorium.

Na szczęście czasem mazacze mają jakieś przesłanie i chcą się nim podzielić ze światem. Przesłanie głębokie, a nie że "Agusiu, Koteczku, kocham Cię" lub wspomniane bluzgi na kibiców przeciwnej drużyny. Niestety, czasem rozbudzona z jakichś przyczyn świadomość historyczna czy społeczna nie idzie w parze ze świadomością językową. I wynikiem tego są kwiatki takie jak poniżej.
 

 
Miało być o czymś innym, ale życie stawia nowe wyzwania, czasem nawet jak na to nie czekamy. I tak dziś przy Długiej rzucił mi się w oczy szyld, na który do tej pory nie zwróciłem uwagi.

Musicie przyznać, że "Noski Eskimoski" to oryginalna nazwa jak na przedsiębiorstwo zajmujące się doradztwem personalnym. Nawet jeśli tym doradztwem jest wyszukiwanie opiekunek do dzieci.

Z drugiej strony, przeraża to, że agencja pośrednictwa w znajdowaniu niań nazywa się szumnie doradztwem personalnym. Niczym jakiś Neumann czy inny Hudson. A tu Noski. Eskimoski.

Szkoda że nie Ltd. albo GmBH.
  • awatar Gość: Kurde, wiem gdzie jest ta kancelaria, a nigdy tego nie zauważyłem :-)
  • awatar Gość: Dobrze, że nie nioski. Pzdr, A.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dziś z rana potraktuję Was sytuacyjnie. Intencje większości autorów głupot przedstawianych na moich zdjęciach są zwykle przypadkowe a efekt niezamierzony, ale czasem potrzeba jeszcze konkretnych warunków do spełnienia, aby śmieszna sytuacja zaszła.

Tu akurat wystarczyła bliskość Wszystkich Świętych oraz witryna kiosku, robiącego również odbitki zdjęć. To czasem zabawne, choć egzotyczne, połączenie.

A jednocześnie taki powiew nowoczesności w domu i zagrodzie. Choć skoro mamy już znicze grające kolędy, to pewnie i to tego droga niedaleka.
 

 
Z wieczora miało być o czym innym, ale będzie o tym. Dziś kupowałem sobie piwo i nie byłoby w tym nic dziwnego, bo często to robię, gdyby nie to, co znalazłem w chłodziarce z wędliną.

Intryguje mnie do teraz, co kierowało twórcą tej nazwy. Fakt, to bardzo drogi salceson, w Bomi jest dwa razy tańszy, ale żeby od razu watykański? Znaczy, że z Watykanu przyjechał? Że są w nim kawałki papieża? Że go wędzili w Kaplicy Sykstyńskiej?

Niemniej jednak, miałem wiele radości.
  • awatar Maruszka: @jacek23151: No to wyjaśniam: Owszem, jest to błędne wyrażenie, mimo że bardzo często używane (czasem nawet przez językoznawców). Spójniki "niemniej" i "jednak" znaczą TO SAMO, więc to tak, jakbyś mówił "bo ponieważ" albo "i oraz". Poprawnie byłoby "Niemniej miałem wiele radości." lub "Jednak miałem wiele radości." Pozdrawiam, Bojowniczka o rozwód "niemniej" z "jednak" :)
  • awatar jacek23151: @Maruszka: O. Nie wiedziałem.
  • awatar Maruszka: drogi bojowniku o czystość polszczyzny, wyrażenie "niemniej jednak" jest niepoprawne :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Dziś zima zaskoczyła podwarszawskie WKD i KM, którym pękła szyna i ogólnie pociągi się pospóźniały, gdzie się dało (przecież to niesamowite, że w zimie jest -15 i pada śnieg, prawda?), zatem wpis będzie trochę kolejowy.

Bardzo mnie zastanawiają tłumaczenia rozmaitych wywieszek i komunikatów w pociągach. Rozumiem, że lingwiści tego nie tworzą, ale zrobienie dwóch błędów w jednozdaniowym komunikacie o tym, że nie należy zaciągać hamulca bezpieczeństwa, czy też notoryczne pisanie niemieckich rzeczowników z małej litery jest nieco irytujące.

Ktoś powie - czepiam się. Może i tak, bo na PKP akurat z tym nie jest najgorzej. Sami siebie przeszli Rumuni z CFR. Jechałem sobie ich międzynarodowym wagonem kiedyś i zobaczyłem coś takiego, co poniżej. Tłumaczenie angielskie, nieskromnie powiem, rządzi. Choć w sumie mają rację, każdy wie, że when the train is moved, the door is blocked. Rest are under procession soon will get, jak napisał do mnie klient rodem z Pakistanu.

No to soon will write. Oby Wam się nic nie popsuło!

  • awatar Gość: ha ha cudo - pod każdym względem. Najlepiej im chyba jeszcze ten italiano wyszedł ;D
  • awatar Gość: Jacku, tylko mala litera!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
A żeby zachęcić PT Czytelników (tłuszcza czy gawiedź, mimo że to ładne słowa, brzmią jednak zbyt prowokacyjnie jak na początek), to podywaguję sobie na miły koniec dnia o cudzysłowach.

Pomijając ten niewinny szczegół, że to słówko mało kto potrafi odmienić, mało kto potrafi tego znaku poprawnie używać. Zwłaszcza twórcy wszelkiego typu reklam, nagabywań czy komunikatów.

I tu apel. Drodzy wyżej wymienieni! Wstawianie cudzysłowu wszędzie, gdzie się da, nie robi dobrze temu, co chcecie przekazać! A to dlatego, że cudzysłów powoduje zmianę znaczenia tegoż. Naprawdę <<zachowaj "czystość">> nie oznacza wołania o lśniące podłogi i dywany, a wręcz przeciwnie, widząc coś takiego, mam zawsze ochotę napluć, wejść w brudnych butach i rzucić parę śmieci. Podobnie jak towary na <<"promocji">> będą droższe od tych, które są na zwyczajnej bezcudzysłowowej promocji.

Bo cudzysłów sprawia, że słowo nabiera innego odcienia. Takiego ironiczno-odwrotnego. Takie przymrużenie oka.

Dlatego też, gdy codziennie mijam idąc do pracy ten oto komunikat na klatce schodowej, myślę sobie, że nie mogę tam wysypać np. pogniecionych kawałków gazety, udających połówki cegieł, że za zablokowanie drzwi czymkolwiek, udającym gruz, poszedłbym się smażyć w ogniu piekielnym.

Ale gdybym pod tą kartką wysypał cztery wiadra prawdziwego, normalnego, pochodzącego z remontu gruzu, każdy sąd by mnie uniewinnił.
 

 
Dziś wpis inauguracyjny.

Bo na każdym zebraniu jest tak, że ktoś musi zacząć. Urodziłem się w grudniu, no, w drugiej połowie grudnia.

Lubię sobie chodzić i jeździć po różnych bliższych i dalszych zakątkach tego świata i oglądać je sobie.

I jak je sobie oglądam, te zakątki, to znajduję tam co jakiś czas absurdy, dziwności, śmiesznostki. I jest jak w Kubusiu Puchatku - im bardziej świat oglądam, tym bardziej one tam są. I tym bardziej ja je zbieram. Tutaj będę je prezentował.

A ponieważ z wykształcenia (hehehe) jestem również filologiem, to będą one często miały charakter mniej lub bardziej lingwistyczny. Cóż, zboczenia są częścią nas. Miłej lektury!

Jacek

PS. Wpisy, a po części i ideę dedykuję Hagath. Nie, Hagath nie jest mą dziewczyną, kochanką, ani nawet platoniczną muzą. Ona po prostu robi to, co ja mam zamiar robić tu, w sposób mistrzowski, choć spełnia się na trochę innym materiale.
  • awatar Gość: Błędy językowe - jedna z niewielu rzeczy, które potrafią mnie do szału doprowadzić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›