• Wpisów:2093
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 19:55
  • Licznik odwiedzin:239 249 / 3989 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
A zatem zdjęcie okolicznościowe.

Jadąc z Kasią przez tę miejscowość wiedzieliśmy, ze się zatrzymamy pod tablicą i właśnie takie zdjęcie zrobimy.

Voila!

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
No i nadejszła wiekopomna chwiła.

Zbieram zabawki i ruszam na "łyk-end".

Zostawiam Was pewnie do niedzieli z Wiesławem Gołasem i jego optymistycznym przesłaniem na dzisiejszy a może i jutrzejszy wieczór.


Piosenkę uważam za najfajniejszy pijacki hymn ever, tekst za majstersztyk. A chodzi ona za mną od poniedziałku.

PS. A szczęśliwie zakochanym - aby 14.02 nie wyróżniał się niczym od pozostałych 364 dni w roku.

PS.PS. Kibicom sportowym - stanu przedzawałowego już jutro ok. 11:45 podczas ostatniego strzelania w sprincie w Pyeongcheang.
  • awatar Gość: Gołas Gołasem, ale wersja Kazikowa też jest niczego sobie, twórcze rozwinięcie, powiedziałbym nawet http://www.youtube.com/watch?v=bN36IeRzOVc
  • awatar blognieistnieje: zostawiasz nas! o nie!:)
  • awatar sourcandy: Z tymi walentynkami to prawdę mówisz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Witajcie!

Piątek Trzynastego zaczął się jak każdy inny dzień. Ponieważ chwila jest i nie jesteśmy przesądni, to uraczę was wpisem. Cieszycie się, prawda?

Dziś będzie o nazwach ulic. Warszawa to duże miasto i ulic w niej mnóstwo. Dlatego też pojawia się często problem, jak nazywać nowe. W Polsce ten problem jest zwykle jeszcze większy, bo każda rządząca ekipa chce mieć wpływ na nazywanie i stąd czasami relacjonowane przez redaktorów stołecznych dodatków gazet walki o to, czy ma być ulica księdza X, feministki Y, zasłużonego biologa, o którym słyszało 10 osób, czy któregośtam batalionu jakiejś tam armii.

Pomiędzy tymi wszystkimi sporami mieszczą się ulice hm... no dziwne. Tak chyba najlepiej to ująć. Zastanawiam się czasem, gdy widzę taką nazwę, co kierowało nadającym.

Choć nie powiem, sympatyczniej jest mieszkać przy Uśmiech, niż przy XXIV Pułku Piechoty Legii Akademickiej.

Wszystkie zdjęcia zrobiłem podczas moich rowerowych wypraw roku głównie 2007.

  • awatar Gość: Ulica Żaluzji - mój faworyt. Nie wiedzieć dlaczego- ale się nieźle uśmiałam :D
  • awatar Gość: w Krakowie jest centrum krwiodawstaw przy ulicy... Rzeźniczej :P brzmi zachęcająco prawda?
  • awatar jacek23151: @ bessęsu: Tak nazywały się zakłady ZPC URSUS zaraz po powstaniu, miało to związek z tym, że pierwszy właściciel miał siedem córek i zakład do przekazania. Koło ulicy Żaluzji nie ma żadnej fabryki, też o tym myślałem, sprawdziłem, ale nie ma. A ul. Karnawał jest przedłużeniem Kinetycznej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Jeżdżąc rowerem po Warszawie trafiam czasem w miejsca dziwne i przedziwne. Ba, takie zwykle wybieram, bo co to za przyjemność jeździć tam, gdzie wszyscy wiedzą.

Takim miejscem od dawna była dla mnie mistyczna pętla na Odolanach. Wybrałem się tam w czerwcu 2007, jeździł tam wówczas regularny autobus linii 177. Teraz niestety zrobili zeń okresowy.

Żeby nie było, to miejsce nie jest gdzieś na jakimś wypiździajewie, nie wiadomo gdzie koło Marek czy innego Otwocka. To jest 3 km od ścisłego centrum, niedaleko Dworca Zachodniego.

Główną atrakcją tego filmu będzie dla Was chyba usłyszenie mej narracji. Ewentualnie sobie pomyślicie "ale wiocha z tej Warszawy".

Nie, nie wiocha, to jest po prostu na PKPowskim terenie przy całym kolejowym zapleczu technicznym zachodniej Warszawy. To co tam ma być, Manhattan?

Ale wygląda ciekawie Endżoj!
  • awatar Gość: @Alberto Alesina: wiedzialem, ze mi kogos ten glos przypomina! xD
  • awatar jacek23151: Traktuję jako komplement, WC jest moim podróżniczym guru, a "tupet jak taran" sposobem na przetrwanie.
  • awatar Gość: Gadane masz całkiem jak, nie przymierzając, Wojciech Cejrowski. Pzdr., A.A.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Witajcie,

Po krótkim przerywniku sportowym wracamy do zdjęć. Dziś kolejna pocztówka z Radomia (z pozdrowieniami dla K. i Ms Raspberry).

W dobie wszechobecnej reklamy i atakujących nas zewsząd różnych przekazów, aby się przebić, trzeba się wyróżnić. Nie będzie sukcesu, gdy sklep nazwiemy trywialnie "Monopolowy" czy "Alkohole". Nawet "Alkohole świata" nie robią już wrażenia, tym bardziej, że w większości takich sklepów ze świata jest niewiele, króluje nasza wóda i podłe piwo, tyle że jest drożej.

Zatem nazwa - nazwa gwarancją sukcesu. W mieście Radom znalazłem dwa ciekawe przykłady. Jeden sympatyczny, a jeden chybiony. W tym drugim przypadku ktoś chyba nie wiedział, że koala w ogóle nie pije, nawet wody, zatem nazwa ta nadawałaby się raczej dla klubu AA, niż dla sklepu z wódką.

PS. Myślałem, że to prawda, że "koala" znaczy w języku jakichś aborygenów z Australii "nie pije" ale podobno nie. To i dowcip marniejszy za co przepraszam.

Ale to wina pogody.



A zatem
  • awatar Gość: Kacus mnie powalił na kolana :D
  • awatar jacek23151: @grasshopper: nie, palec zasłaniał lampę, która zasłaniała napis :P
  • awatar Gość: Kacuś mi przypadł do gustu :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Moim marzeniem, w sumie niespełnionym, nie licząc kilku artykułów do lokalnej pruszkowskiej gazety, stworzonej jeszcze w liceum, jest pisanie o sporcie. I czasem sportowi poświęcę jakąś notkę. Dziś pierwsza z nich.

A zatem momenty, które dostarczyły mi największych wzruszeń w "karierze" kibica, lub z innych powodów zapadły mi w pamięć.

1. Srebro Tomasza Sikory w Turynie (26.02.2006).

Niesamowicie fajny bieg biathlonowy na Igrzyskach. Oglądany na megakacu po dużej imprezie, bez wiary w sukces siedliśmy przed TV. Po drugim strzelaniu kac jakby zaczął mijać, po czwartym staliśmy przed TV powtarzając tylko "żeby nie złamał kijka, żeby nie pękła mu narta", znając pecha polskich sportowców. A po finiszu żałowaliśmy, że poprzedniego dnia skończyła się wódka. No i jedna z fajniejszych rzeczy w biathlonie - dołożył Bjoerndalenowi

Pierwsze pięć minut filmu. Szkoda, że ten, co wrzucił, zagłuszył komentarz Jarońskiego i Wyrzykowskiego muzyką.


2. Brąz Justyny Kowalczyk na tych samych Igrzyskach (25.02.2006).

A wiedziałem, że warto było nie iść na piątkowe zajęcia. Choć do ostatniego kilometra nie wiedziałem, czy się uda, myślałem, że rutyniary ją prześcigną. Udało się dwóm, ale brąz obroniła. Pamiętam, że wydałem z siebie wtedy mnóstwo niecenzuralnych okrzyków.

Pierwsze 2 minuty filmu, z ČT2. I oczywiście "Čepalovova", "Kovalčikova" i "Kristin Steirova".


3. Finał Ligi Mistrzów 1999 - Manchester United - Bayern Monachium (maj 1999).

Pięć minut, które wstrząsnęły Bawarią. I 40-letni niezniszczalny Teddy Sheringham, który wyrównał w akcji rozpaczy, kiedy nawet Schmeichel pobiegł pod bramkę. I Szpakowski, wydzierający się "Sam Hitchcock by tego nie wymyślił". No i na załączonym filmiku głos komentatora angielskiego, który przed tym rożnym powiedział: "Can Manchester United score? They always score!" i oddał tym samym to, co miałem na myśli w głębi duszy. Jednak w życiu polskiego kibica są szczęśliwe chwile nawet gdy nasi nie wygrywają. To te, kiedy przegrają Niemcy.


4. Najbardziej niesamowita końcówka meczu koszykarskiego w polskiej lidze - Nobiles Włocławek - Śląsk Wrocław.

Obu klubów nie lubię, ale to warto jest pokazać. Na sekundę przed końcem za trzy trafia Roman Prawica i Anwil prowadzi. Już myślą, że wygrali, ale sędziowie decydują się jeszcze dać sekundę Śląskowi. I... sami zobaczcie.


5. Pekaes Pruszków - Benetton Treviso, 11.01.1999.

Jedyne wydarzenie z wymienionych, na którym dane mi było być. Pogrążona w kryzysie drużyna z Pruszkowa pokonuje na własnym parkiecie naszpikowany gwiazdami Benetton. Fragmenty meczu, komentowane przez zmarłego niestety Wojciecha Zielińskiego z Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego.


6. I na koniec z przyczyn sentymentalnych: Polska - Portugalia 2:1 (11.10.2006).

To przez ten mecz Kasia ma ładny pierścionek i dostała go 2 miesiące wcześniej niż planowałem. Niech żyje sport i jego dobroczynny wpływ na życie prywatne!


Ot, tyle.
  • awatar Gość: @jacek23151: myślisz, że tak łatwo odda ? ;) :P
  • awatar bessęsu: @jacek23151: Kto daje i zabiera...
  • awatar jacek23151: nie podoba się? Mogę oddać ten pierścionek :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Witajcie w ten niezdecydowany jak młoda panienka przed pierwszą randką poranek! Jesteśmy na półmetku tygodnia, widmo piątku zamajaczyło na horyzoncie, ale to nas nie zwalnia, o nie, wręcz zwolnić nie może, z pisania!

Dziś świeża (a może mniej?) dostawa z dalekich Indii od Radka. Przyznać muszę, że przekaz jest konkretny, sama nazwa mówi, co w razie gdybyśmy się spytali o jakąś "other branch" niż Vikram Electronics. A dla tych, do których nazwa sama nie dociera, pozostawiono kulturalne wyjaśnienie, że "nie ma".

I tak optymistycznie wejdźmy sobie w kolejny dzień. Pozdrawiam!



  • awatar TinTin: Wymiata ;-D
  • awatar Gość: hehe *g* uwielbiam taką grę słów *gg*
  • awatar Gość: Kultury za grosz :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Miałem nie kopać leżącego, ale nie mogę się powstrzymać. Obok Gali w Kongresowej, teledysk, który dziś zaprezentuję, jest kwintesencją zjawiska kulturowego, jakim było disco-polo. Mam wrażenie, że wszystkie możliwe wpadki, śmieszności i przywary skumulowały się w tym występie.

Oto i on (przepraszam za słabą jakość dźwięku, nie moja wina):


Euforia po prostu. Wszystko tu jest super - panie w kusych wdziankach, których układ choreograficzny przypomina mi taniec szympansów, wyraz twarzy śpiewaka, który ma chyba sprawiać wrażenie osoby zdeterminowanej, by kogoś zabić, jego gustowna koszulka, hawajskie spodnie i adidaski, w których z gracją wisi na sztucznej lianie, robiący za Tarzana pan, nie wiedzieć czemu przeglądający kalendarz podczas frazy "nie liczył dni"...

Z warstwy tekstowej najbardziej frapujący jest pierwszy wers. Nie wiem, jak Wy, ale ja tam słyszę "Dupa rozepchana". A powtarzanie tytułu piosenki i wykonawcy na początku jest chyba po to, by słuchacze o niższym IQ nie zapomnieli kto i co śpiewa.

A tak na koniec - czemu ten Tarzan chodził ulicami i miał jakąś torbę? Może to o menelu jest, albo co?
  • awatar Gość: @bessęsu: Nawiązywałem do takiego filmu, który był ciekawą wariacją na temat "Jądra ciemności" i bajek o Tarzanie. Co do meritum, to najpewniej masz rację. Ja mam męską końcówkę, więc siłą rzeczy każda moja wypowiedź na temat rajstop będzie nieobiektywna i podszyta ignorancją. Pzdr, A.A.
  • awatar bessęsu: @Alberto Alesina: Trochę nie rozumiem, coś napisał :) Ale wiesz, to, że każde miejsce na rajstopy jest dobre, nie znaczy, że są one wszędzie obowiązkowe. O tak.
  • awatar Gość: @bessęsu: E tam. W "Cannibal Women in the Avocado Jungle of Death" był Cannibal Women w dżungli, które nie miały rajstop. Pzdr, A.A.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Drodzy Czytający,

Tak patrząc na odzew po wklejaniu kolejnych zdjęć, mam taką refleksję.

Nasze poczucia humoru są bardzo podobne (inaczej byście tu nie przychodzili) ale jednak subtelnie inne. Notki ze zdjęciami, które mnie bardzo bawią, przechodzą mniej zauważone od tych, które uważam za średnie.

Ale to fajnie, bo w ten sposób wszyscy są zadowoleni.

Pozdrawiam wieczornie. Na wieczór szykuję coś miłego.
  • awatar Gość: dobre, huhu xD
  • awatar bessęsu: @jacek23151: Racja, wybacz :)
  • awatar jacek23151: <wredny belfer mode on>: LICZBA, LICZBA, nie ilość! <wredny belfer mode off> A w sumie możesz mieć rację. W sumie komentarze typu "hehehe" czy "dobre, huhu" wiele nie wnoszą :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
I znów miasto Radom (z tej okazji pozdrowienia dla Ms Raspberry! ).

Na dworcu otwarto tam filię piekarnio-cukierni, nawet całkiem kulturalną. Co prawda zawsze jak jestem w tym miejscu (piątek wieczór i niedziela wieczór) to jest ten lokal zamknięty, ale reklamują się zachęcająco po całym dworcu.

Intryguje mnie ta Turczynka. Ciekawe jak ją wypiekają, czy wkładają do pieca żywcem, jak Rozalkę w "Antku", a może okładają ciastem i wychodzi taki, z przeproszeniem, pasztecik z nadzieniem?

A tak poza wszystkim, to nawoływanie do nienawiści rasowej!

Pozdrawiam wtorkowo, niezdecydowane słońce stara się przebić przez mlecznowatowate chmury. Nastrój jakiś poetycki. Ot, co.

  • awatar jacek23151: @Ms Raspberry: u Was w mieście jest dużo dziwnych rzeczy popularnych. Jak zobaczyłem "CIAPY 4 zł" to 3 razy pytałem Kasię co to :) Do tego strugacie ołówek, zamiast temperować, jecie gryzkę zamiast bułki paryskiej ew. wrocławskiej. I w ogóle dziwne to miasto jest :P
  • awatar blognieistnieje: @jacek23151: wiedziałam.;) u nas w mieście to popularne, jest jeszcze chleb turecki. ja osobiście nie spotkałam się w nim z marchewką, tylko z rodzynkami.
  • awatar jacek23151: Ueee... zobaczcie: Buleczka jest bardziej chrupiaca (jak jest swieza), ma bardziej chropowata skorke, z wierzchu nie jest blyszczaca tylko matowa, po polizaniu czuje slodycz i cynamon. W srodku mozna natrafic na rodzynki i marchewke (w postaci kosteczki). Ciasto rowniez zawiera cynamon. I te bulki nazywaja sie turczynki. Bu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Byłem dziś w Łomiankach. Nie z własnej woli, bo nie jestem jeszcze na tyle zdesperowany, by z własnej woli jeździć do Łomianek. Z pracy byłem.

I nie żałuję. W zasadzie to zdjęcie, które umieszczę poniżej, nie będzie wymagało żadnego komentarza. Zastanawiam się tylko, co kierowało osobami, nazywającymi tam ulicę, że nazwali właśnie tę w ten sposób? To jednak miasto jest, jest tam parę ulic (i nawet Pasaż Noyelles les Vermelles), kilkadziesiąt asfaltowych, a oni nazwali tak akurat tę.

  • awatar TinTin: Prawie jak Rodeo Drive :-D
  • awatar jacek23151: To to wiem, drogi chmurku, ale Asfaltowa w Warszawie ma nawierzchnię asfaltową. A łomiankowska Asfaltowa - jak widać na załączonym obrazku takowej nie posiada :)
  • awatar Gość: Jacku, tyle lat na SGH i nie wiesz, że 200 m od budynku głównego jest ulica asfaltowa? :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Ponieważ przyszedłem do biura, w którym panuje jeszcze poniedzielne odprężenie, to napiszę o zjawisku, które mnie niezmiernie ostatnio zaciekawiło.

Tytułem wstępu: do Warszawy i po niej jeżdżę komunikacją publiczną. Prawo jazdy posiadam, ale dojazd codzienny z Pruszkowa samochodem raczej nie wpłynąłby dodatnio na moją już i tak zrytą psychikę. A w środkach transportu publicznego obserwacji w bród! Oto jedna z nich.

Od jakiegoś czasu (chyba nawet już ze 3-4 lata) coraz więcej kierowców i motorniczych zaczęło stosować w zimie tzw. "ciepły guzik". Czyli normalny podobno w innych miastach zwyczaj, że gdy jak jest zimno, to nie otwierają wszystkich drzwi na przystankach, a po prostu można je sobie otworzyć samemu za pomocą świecącego i zwykle OZNACZONEGO przycisku (napisem "Otwórz drzwi przyciskiem" lub podobnym).

Młodzież i fani red. Bartoszewicza ze stołecznego dodatku "GW" podchwycili ideę dość ochoczo. Problem był ze starszymi użytkownikami, dla których każda techniczna nowinka jest schodami. I rzeczywiście, przez pierwsze dwa lata słychać było głównie głośniejsze bądź cichsze pomstowania na kierowców, żale, że przejechałam przystanek i tak dalej. Poza tym babcie koncentrowały się raczej na walkach o miejsca siedzące czy też dyskutowaniu o tym, czy warto jechać pod Halę Banacha, bo jest tam tańszy o 10 gr por.

Obecnie zauważyłem nowy sport takich Pań. Otóż już nie tylko ścigają się one do wolnych siedzeń, wymyślają głupiej młodzieży co nie chce ustąpić, czy wstają na 2 przystanki przed swoim i rozpychają się, która pierwsza dojdzie do wejścia. Teraz sportem jest... kto pierwszy wciśnie "ciepły guzik"! Już kilkakrotnie widziałem takie zawody, ostatnio nawet doszło do tego, że pani chcąca wsiąść ścigała się z panią, chcącą wysiąść, o to, która pierwsza wciśnie!

Podobnie rzecz się ma z przejściami dla pieszych, wyposażonymi w guziki "naciśnij, jeśli chcesz przejść". Identycznie - najpierw pomstowania co się tak długo czerwone świeci, a teraz wyścigi z użyciem łokci, która przyciśnie pierwsza. I oczywiście coś, co kocham - wielokrotne wciskanie, licząc na to, że jak wcisnę 10 razy, to na pewno szybciej się zmieni.

Na koniec tekst, który stosuję często, gdy mam do czynienia z przepychającą się do wyjścia kilka przystanków wcześniej osobą. Proste i znane, ale działa.

- Przepraszam bardzo, Pan teraz wysiada?
- Teraz nie, dopiero na przystanku.

Pozdrawiam i życzę PT Czytelnikom wiele energii i uśmiechu na nowy tydzień!
  • awatar bessęsu: Oj tam, tacy są starzy ludzie po prostu. Olać, wlepić nos w szybę i niech sapie dalej, skoro jej to przyjemność sprawia. Czasami lubiłam się z takimi wdać w dyskusje, aż miło było patrzeć na ten niemy podziw i wsparcie w oczach współpasażerów. A za granicą to myślę, że raczej ciężko o badania, bo tam starych ludzi stać na nowe Toyoty, i nie jeżdżą autobusami.
  • awatar grasshopper: Czyli stolica też na to narzeka :) Ciekawe jak wygląda sytuacja poza Polską. Jacku, robiłeś jakieś międzynarodowe badania?
  • awatar Gość: @~~* Dziecinny Sposób *~~: tak, starsi, słabi, ale z taki pokładami dzkiej energii, jadu i wściekłości. Czego nie zrobisz i tak będzie źle
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Tak właśnie. Widzieliśmy już salceson watykański (moja bodaj druga notka), a teraz w piątek udało mi się znaleźć kolejny przejaw dominacji Kościoła w kolejnej dziedzinie życia, jaką jest przemysł spożywczy.

Po obejrzeniu tego zdjęcia Kasia zadała mi całkiem trzeźwe pytanie, czy to jest sernik ofiarny. A może tylko duchowni mogą ten sernik jeść?

Pomysłodawca nazwy - Spółdzielnia Piekarniczo-Ciastkarska. W motto mają zdanie "Mówią o nas poCHLEBnie". Czy aby na pewno?
  • awatar bessęsu: Może to już pascha na wielkanoc po prostu? A ziemią przysypali, żeby się nie zeschła.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
A dziś zdjęcie - stęskniliście się za zdjęciami, prawda?

Moja karta w aparacie ugina się co prawda od zdjęć z miasta Radom, ale to jest jeszcze z Warszawy. W zeszłym tygodniu odwiedziłem bardzo przyjemny bar "Chińczyk", istniejący już od 30 lat. Zamówiłem sobie jedzenie po czym oczekując na nie, oddałem się rozkoszom studiowania niezbyt zresztą skomplikowanego menu.

I eureka! Odkryto nową odmianę ryżu! Mogę być świadkiem wielkiego odkrycia w dziedzinie biologii albo przynajmniej uświadomić to odkrycie twórcy menu! Oczekiwałem z niecierpliwością na danie, myślac, czy ryż paraboliczny ma skrzywione ziarenka, po wysypaniu na talerz układa się w wykres funkcji kwadratowej, czy może coś innego?

Niestety, po otrzymaniu dania okazało się, że ryż paraboliczny nie różni się niczym od zwykłego ryżu. Jest to po prostu "PARBOILED RICE".

A mogłem zostać sławny.

  • awatar blognieistnieje: parboiled:P
  • awatar Gość: Ja z reguły jadam eliptyczny, ale ja to truskawki cukrem... Pzdr, A.A.
  • awatar alsou: masz coś do Uniwersytetu Rolniczego??
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Witajcie,

Kolega Alberto Alessina napisał, że byłby zadowolony, gdybym komentował nawet piosenki z Medżik Disko Polo Mejkera. Jak mówi stara prawda - "Nasz klient, nasz pan". Niemniej jednak znęcanie się nad anturażem i tekstami artystów diskopolowych byłoby w pewnym sensie kopaniem leżącego. Zatem na rozmaite Shazzy i inne wykwity połowy lat 90. spuszczę zasłonę milczenia i temat potraktuję znacznie bardziej historycznie.

A zatem przeniesiemy się oczyma i myślami do roku 1992. Sprzedaż pirackich kaset wprost z chodnika lub z polówki kwitła, a rodzimy, nie zawsze legalny przemysł fonograficzny mógł sobie pofolgować, wypuszczając na rynek również "dzieła" artystów, pozostających do tej pory w drugim obiegu. Pamiętam, jakim szałem była w moim bloku kaseta grupy "Top One", którą od szczęśliwego posiadacza wydzierali sobie wszyscy i przegrywali na czyste kasety na swoich dwukasetowych "jamnikach".

Frontem do klienta wyszła TVP, organizując w Sali Kongresowej (tak, to nie pomyłka!) I Galę Muzyki Chodnikowej i Popularnej. Było to transmitowane w Jedynce (tak, w TVP1!) i prowadził toto Janusz Weiss (znów wzrok Was nie myli, Radio Zet, Miliard w Rozumie, lokaty bankowe itd.)

Oto kilka perełek z tamtego koncertu.

1) http://uk.- Demis Roussos piosenki chodnikowej i popularnej - Michał Lasota z grupą Irys (ten image - kontusz oraz girlaski w strojach z pseudobaletu?!?!)

2)hit hitów, czyli Zespół Fanatic z Żyrardowa. W porównaniu z poprzednikiem, solista jest wręcz ascetyczny.

3)Piosenka rzewna. Hit knajp oraz bazarów na początku lat 90, dziesięcioletnie dziewczynki żywe ślozy roniły na tę smutną pieśń. No i ta opaska. Kamizela. Szał.

4)Ten sam wykonawca w utworze dynamicznym. Podczas wykonywania układu choreograficznego zarządzanego przez chaos w uroczy sposób wychodzą mu białe skarpetki.

5)Na koniec żart sceniczny - śp. Jacek Skubikowski z kolegą pozwolili sobie zakpić z anturażu i poziomu i wystąpili z całkiem Beztabową piosenką "Agato, Renato, Beato". Publiczność zdegustowana.

Endżoj!
  • awatar Gość: jak dla mnie bomba ;p a Skubikowski wyprzedzil epoke, ludzie nie mieli pojecia, ze to mialo byc smieszne xD
  • awatar jacek23151: U Michała Lasoty należy zwrócić uwagę jeszcze na znakomity kontrast barwy głosu z wyglądem. Utwór zaś ostatni, że jeszcze raz zaznaczę, ma charakter pastiszu i sam w sobie jest zabawny, widać, że Skubikowski i Januszko dobrze się bawią, wykonując piosenkę. Publiczność zaś sprawia wrażenie, jakby ta dobra zabawa była dla nich obrazą, a muzykę graną na Gali trzeba traktować śmiertelnie poważnie, niemal jak symfonie Beethovena czy inne menuety.
  • awatar Gość: Dziękuję po stokroć, bo dostałem więcej, niż w najśmielszych snach się spodziewałem :) Pzdr, A.A.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
A zatem ani się człowiek obejrzał, a to już miesiąc na pingerze. Dużo. Kiedy zakładałem tego bloga, to nie wydawało mi się, że to wypali, zwłaszcza w takim miejscu.

Okazuje się, że... chyba wypaliło. Jakieś grono wiernych Czytelników mam. Skoro do mnie zaglądają, to mam nadzieję, że nie tylko dlatego, że kiedyś miałem okienko na o2 i trafili tu przypadkiem, czy że pojawiam się wśród 30 innych "wpisów osób obserwowanych" i trzeba przeczytać moje wypociny.

Jakiś tam mój rodzaj ekshibicjonizmu udaje mi się pingerową drogą zaspokoić. Któż nie lubi, jak go lubią? No właśnie.

Ad meritum: materiałów mam jeszcze na wiele wpisów, gdyż praktycznie codziennie spotka się coś do wyszydzenia. Staram się nie szydzić z ludzi a jedynie z efektów ich działania. I tak zdaję sobie sprawę, że nie każdemu się to podoba. Ale, tak jak już pisałem, gdyby lubili mnie wszyscy, to znaczyłoby że źle jest albo ze mną, albo ze wszystkimi, ze wskazaniem na to pierwsze.

Zastanawiam się, czy nie rozszerzyć trochę działalności i nie zacząć się dzielić refleksjami natury ogólnej na tematy inne niż poruszane. Nie, nie, nie chodzi o dzielenie się z Wami moimi problemami czy rozterkami. I tak niektórzy Znajomi stąd mają ich ostatnio powyżej uszu. Myślę o - nie rezygnując z robienia tego co robię - pokomentowaniu pewnych zaobserwowanych zachowań, jakiejś wyjątkowo głupiej piosenki, teledysku. O. Ciekaw jestem, co byście na to powiedzieli.

I na koniec tak osobiście: Intrygantko, Bessęsu, Grasshopper, Sonček (tak, tak, z "č", nie "ć", w słoweńskim nie ma "ć" - Wam dziękuję z imienia Sue dziękuję również za pokazanie pingera jako przyjaznego miejsca do blogowania Całej reszcie bezimiennie, ale dziękuję również. I zachęcam do odwiedzin!

Ach, tak. Poza tym mam jeszcze jedną, bardzo osobistą, motywację, żeby tu zostać, pisać i przychodzić. Obym ją miał jak najdłużej...

Jacek
  • awatar Gość: @jacek23151: wyczerpujaca odpowiedz :D
  • awatar jacek23151: @Paweł Szczecin: Nie, nie mógłbym. W tak sympatycznym miejscu należy uciekać od polityki jak najdalej. Dobranoc wszystkim.
  • awatar Gość: A moglbys czasem wyszydzic wypowiedzi i dzialania naszej wladzy? Wiem, ze oklepane troche, ale wierze, ze w Twoim stylu mialoby niepowtarzalny smak :D (ale dlugo modelowalem ten komentarz... xD)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Przyznacie, nazwa ciekawa. Wchodzisz i nie wiesz, jak Cię uczeszą. Pewnie zależy to od fantazji fryzjera. Jak freestyle to freestyle!

Ja na szczęście, jak widać na załączonym, problemów z tym nie mam, ale i tak bałbym się iść do tego salonu.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Myślałem, że na trasie Okopowa-Gibalskiego-Żytnia-Karolkowa-Młynarska nic mnie już nie zaskoczy. A jednak. Od czego bowiem mamy dozorców i administratorów, wywieszających urocze komunikaty?

Muszę przyznać, że w tym to totalnie nie wiem, o co chodzi. Poddałem się. Ale przeanalizujmy.

Blok wygląda tak, że wejście jest normalnie, a komora zsypowa w takiej przybudówce obok. Oczywiście wejścia wspólnego nie mają. A pan administrator mówi, że jest remont drzwi do zsypu i wkładki (ki czort?), w związku z czym drzwi do klatki trzeba zamykać kluczem od domofonu (wydawało mi się, ze każdy tak robi, więc o co hałas). Tylko co ma do tego remont zsypu, skoro nie ma to związku ze zsypem, bo zsyp jest obok. Do tego całą dobę zamknięty, więc nie da się go otworzyć i tak, kluczem od domofonu, czy żadnym innym.

Ale jakby ktoś sobie chciał dorobić klucze (do zsypu? wkładki? drzwi wejściowych? jakieś inne?), może się zgłaszać.

I interes się kręci. I o to chodzi.
  • awatar jacek23151: @Maruszka: Ja myślę, że chodziło o klatkę (wtedy ogłoszenie nabiera więcej logiki) ale dozorcy się pomyliło i zrobił Freudian slip :)
  • awatar Maruszka: aa, to pewnie dało się zgadnąć, będąc mieszkańcem bloku (a do nich przecież skierowane jest to ogłoszenie)
  • awatar jacek23151: Właśnie o to chodzi, że nie wiadomo o co chodzi :) I jakiej wkładki???
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Pamiętacie polowanie na gimnazjalistę? Jednak księgarnia Omnibus miała dużo racji. Przynajmniej stwierdzam tak po obejrzeniu tego oto filmiku.


W sumie to różne mi refleksje przychodzą do łba. Ale dochodzę do wniosku, że chyba nie warto komentować. Ale umieścić warto, ku przestrodze. Coś jak kol. Intrygantka.

A wieczorem będzie już klasycznie, zdjęcie. Bo zapomniałem przesłać sobie do pracy.

Miłego mglistego jak w Londynie dnia!

J.
  • awatar Gość: niech nam żyje i rozkwita niczym nieograniczona "wolność" mediów, zwłaszcza tych skierowanych do grupy wiekowej <16 i przechodzenie do porządku dziennego nad każdym g..nem, które sie w nich pojawia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Taki oto rachunek znalazłem jakiś rok temu w autobusie 507, wracając z Gocławia. Obca język-trudna język, ale naprawdę długo myślałem nad tym, co pani wypisująca to KP chciała przekazać.

Jak wreszcie do mnie dotarło, to... pomyślałem, że warto by może było nauczyć się tego "bregdensa" za jedyną stówę. Tylko na tę Białołękę jakoś daleko.

Pozdrawiam wieczornie.
  • awatar Gość: Ktoś nie zna dobrze angielskiego ;) /ich auch ;)/
  • awatar bessęsu: @Thelema: Nie no, ale chyba nikt tak nie napisał...? Boże, aż się boję odpowiedzi :)
  • awatar Gość: Ja tam wolę wyrazy typu "Ućka Liska" (o Łódź Kaliską chodzi ;))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dziś kolejna widokówka z Grochowa. I kolejne graffiti. Tym razem takie Grochowskie, chałupnicze, wykonane farbą na murze, ale zawsze.

Pomijając już "H" na początku (jak wiadomo 80% populacji nie wie, lub przynajmniej waha się, jak napisać "chuj", to nie spodziewałem się, że wypisujący na murach ten jakże popularny skrót mogą nie znać jego znaczenia! Jak widać na załączonym obrazku, mogą.

I wychodzi nam "c)huj w dupę policji policji), czyli coś takiego jak wyrażenie "sabat czarownic", czyli "zlot czarownic czarownic".

Dobrze jednak znać znaczenie tego, co się pisze. Ale z drugiej strony, jakby wszyscy znali, cóż bym tu pokazywał?

PS. A kto wie, może jest jakaś nadrzędna Policja, nadzorująca zwyczajną Policję, tylko my o tym nie wiemy? Grochów kryje w sobie wiele tajemnic...
  • awatar Gość: Ja niedaleko chaty mam na murze napis: Whait Praid, a obok swastykę z ramionami w przeciwną stronę do tej, o którą autorom zapewne chodziło. Pewnie to jacyś skuni i naźśći. Chyba, że celowy pastisz, hehe :D Paweł, Szczecin
  • awatar Gość: ja tam mam w pobliżu stosowne CHWDP :) pozdrawiam. Olcia
  • awatar jagoda.: ale kropka jest na końcu.trzymają się intrpunkcji.jak skrót to skrót.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Hotele robotnicze. Relikt poprzedniego systemu. Zwykle ich nazwy są prozaiczne - "Pokoje noclegowe", "Hotel pracowniczy" czy coś w tym rodzaju.

Nie na Grochowie. Wiadomo - hotele robotnicze całej Polski kryją na pewno wiele cudów. Co więcej, żeby tam wejść i nie zarobić np. "z liścia" trzeba znać tajemne hasło. Albo przynajmniej odpowiednio wyglądać.

Stąd zatem pewnie nazwa tegoż przybytku. Bajkowa, przyznacie szczerze.

  • awatar Gość: ja tez na początku przeczytałam "SZCZAM"
  • awatar blognieistnieje: o matko, piękny hotel. ciekawe, co kryje się za betonową ścianą?
  • awatar bessęsu: Haha, "szczam" jest świetne. Myślę, że gdybym najpierw spojrzała na zdjęcie zamiast czytać post, zobaczyłabym to samo. A moja ulubiona seria warszawskich hoteli robotniczych to Atos, Portos i Aramis.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
...jak śpiewał Jarema Stępowski, a znajdziesz tam kolejną pożywkę dla bloga. Nawet nie cała Praga, a jedynie okolice ronda Wiatraczna.

Na początek podzielę się z Wami szyldem. Jak widać, bardzo czytelnym szyldem. Jak zauważyła Kasia, być może ten optyk chce tym szyldem wyselekcjonować sobie klientów. Albo sprawdzić, czy zrobił im dobre okulary.

  • awatar Gość: paskudny szyld :P
  • awatar bessęsu: Zdarza mi się tamtędy przejeżdżać. Dobrze, że nigdy nie zwróciłam uwagi na ten szyld. Mogłabym spowodować wypadek!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Na początek małe wyjaśnienie. Zwykle nie śmieję się z nazwisk. W ogóle, albo tylko trochę, na własny użytek. Bo to nie jest niczyja wina, że ktoś się nazywa tak, a ktoś srak. Z mojego nazwiska też robią sobie ludzie jaja.

Ale gdy zobaczyłem ten billboard, idąc przez Jordanów w roku 2006, to nie mogłem się powstrzymać. Ciągle mam wrażenie, że z tym nazwiskiem, lepiej by było, aby ten pan sprzedawał kosiarki...

Pozdrawiam w nowym tygodniu!
  • awatar alsou: :)
  • awatar Gość: Co do uniwersytetu - labiryntu, to na zachodzie Polski jest taki xD
  • awatar Gość: no co no, fajne ma nazwisko :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›