• Wpisów:2093
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 19:55
  • Licznik odwiedzin:238 622 / 3966 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Przy rondzie Babka, buduje się od 20 lat z hakiem, tzn. właściciel dostawia kolejne elementy, jak do domku z klocków.

Takie gargamele to nawet u Cyganów z Mławy byłyby czymś wyjątkowym a to stoi 3 km od centrum miasta.

  • awatar Obiektyw-NIEJ: @Tęcza: Czyli wygląd ma się bardzo do tego co w środku :D
  • awatar Tęcza: Masakra z tym hotelem. Nocowałam tam kiedyś służbowo. W tv mają 20 porno-kanałów :D
  • awatar jacek23151: Najlepsze jest to, że to na początku było małe, malutkie, a był czas, że każdego miesiąca dostawało nową wieżyczkę, nowy bastionik... teraz widać kryzysik, bo stoi takie rozbabrane.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Zimno za oknem, dobrze, że chociaż słonecznie.

Macie zatem kawałek prosto z gorącej Mołdawii. Jak zwykle dynamiczny Ion Paladi, do tego tym razem dwujęzyczny, bo śpiewa jeszcze po rosyjsku z uroczym rumuńskim akcentem. I super, bo rozumiem, o czym śpiewa. A śpiewa o tym, że pójdzie tańczyć z dziewczyną, ale ona musi pamiętać, że jeśli nadepnie mu na pantofle, to musi mu kupić nowe. Choć jak tak pomyślę, to raczej laska powinna tak śpiewać.

A zresztą.
 

 
Królestwo Kongresowe jest bardzo niedocenianą formą polskiej państwowości, głównie dzięki temu, że nasza historia preferuje szabelkę na czołgi, kosę na armaty i ginięcie za Ojczyznę zamiast uczciwej pracy. No i dołóżmy do tego mit Napoleona, który jakoby miał nam dać niepodległość a dał kadłubowe państewko, z którego doił kasę ile się dało i wybił mu mnóstwo mężczyzn w wieku idealnym do produkcji nowych pokoleń.

A nie zawsze tak było. Kiedy po Kongresie Wiedeńskim powstała "Kongresówka" wiele osób, zwłaszcza elit (umówmy się, 90% obywateli miało to gdzieś, byle nie przyszło znowu wojsko zabierać kury i krowy), zapałała miłością a przynajmniej sympatią do tego projektu. Nie bez przyczyny. W państwie, w którym gdzie indziej car mógł skinieniem carskiego palca skazywać sobie bezkarnie poddanych na śmierć, mieliśmy KONSTYTUCJĘ. Którą nam nadał ten sam car, będący również tegoż państwa głową. Do tego konstytucję liberalną, pozwalającą nam w założeniu na autonomię polityczną (rząd i parlament), gospodarczą (bank i skarb) oraz kulturalną (jasne, pod butem zaborcy ale zawsze).

I mimo że konstytucję łamano, rządził się książę Konstanty, przeglądy wojska, procesy filaretów (nota bene niemające miejsca w Kongresówce jeno na Litwie, będącej częścią Imperium), to były widoki na jakiś tam sukces. Pomnikiem cara na Placu Piłsudskiego, jak w Helsinkach, by się pewnie nie skończyło, ale może bylibyśmy teraz drugą Finlandią?

Widać to choćby na budynku Pałacu Błękitnego przy Senatorskiej. Widnieje na nim napis ROKU PRZYWRÓCENIA KRÓLESTWA. Tak, chodzi tu o 1815. Można to nazwać lojalizmem i potępić, ale warto się nad tym zastanowić.


PS Wykonywana obecnie w kościołach pieśń "Boże coś Polskę" (zwróciliście uwagę, że ją się śpiewa na tę samą melodię, co "Serdeczna Matko, opiekunko ludzi"? ) została napisana właśnie z okazji pierwszej rocznicy utworzenia Królestwa Kongresowego w hołdzie Aleksandrowi II jako królowi Polski
  • awatar Nortus & Potworna spółka: ciekawe rzeczy znajdujesz i wynajdujesz w Warszawie. dzięki
  • awatar jacek23151: Pisząc o rozwoju gospodarczym doceniam go tym bardziej, że nastąpił po strasznym regresie czasu tuż po rozbiorach i wojen napoleońskich kiedy populacja miast spadała niekiedy o 90%. "Służalczość" zaś moim zdaniem wynikała raczej z realnej oceny sytuacji. Myśmy przecież wojny napoleońskie przegrali, mocarstwa równie dobrze mogły wrócić do stanu z 1796 roku, a nie dawać nam bardzo szeroką autonomię, nie tylko w ramach Rosji ale i w ramach Prus (WKP).
  • awatar jacek23151: @Dejotka: pamiętaj, że tego nie można jednoznacznie rozpatrywać jako "służalczości". Takie były czasy, trza było brać co dają. Nam dali bardzo dużo, a że umieliśmy to wykorzystac niech świadczy fakt, że w 1830 KP było najbardziej rozwiniętą częścią Rosji. I nic dziwnego, że żaden z generałów nie chciał się przyłączyć do ruchawki podchorążych. I że potem próbowano jeszcze cały czas naprawiać to co oni popsuli. Wiadomo, historia, ale być może gdyby nie powstanie listopadowe, to odrodzona Polska miałaby swój Piemont w Warszawie, Radomiu i Suwałkach...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Nie nie, nie będę Wam mówił, że wybrano papieża. Już to wczoraj powiedzieli. I właśnie.

Kardynał Turan, ogłaszając, że wybrano papieża, ostatnie słowo z tytułu wypowiedział [mańjum], czyli zdecydowanie z włoska. Tam przecież "gn" wymawia się mniej więcej jak [ń]. Myślałem, że to nowa moda na aż takie włoszczenie łaciny, ale przejrzałem sobie filmy z wyboru Ratzingera, Wojtyły, Lucianiego, Montiniego i Roncallego, i pomimo że ogłaszający wybór dostojnicy byli różnych narodowości (wczoraj Francuz), to zawsze mówili [mańjum] a nie [magnum].

To samo jest z połączeniem "ce", "cae". Jak się słucha księży modlących się po łacinie, to słychać "Pater Noster, qui es in [czelis], [sanktificzetur] Nomen Tuum" i tak dalej. To również wpływ włoskiego, bo w nim tak się wymawia c przed e.

Ale czy na pewno powinno być [celis] i [sanktificetur]? No właśnie nie wiadomo. Problem z łaciną jest przecież taki, że nikt nie wie jak po łacinie mówili Rzymianie, bo nikt przecież ich nie nagrał. Dlatego nad tym "jak wymawiać c na początku i przed samogłoską" powstały już dość sążniste opracowania. Teoria obowiązująca przynajmniej większość jest taka, że łacina, jako język tak zwany kentumowy, realizować powinna takie głoski, kontynuanty bodaj nagłosowego praindoeuropejskiego *kh- jak [k]. Co zresztą robi, kiedy po c stoi sobie np. a (carus - 'drogi' czyta się [karus]). I w myśl tego powinno być raczej [kelis] i [sanktifiketur].

No ale niestety, zbyt wcześnie nam łacina umarła, żeby móc to odtworzyć i zbyt wcześnie średniowieczną łacinę zanieczyściły języki z niej się wywodzące.

Ale żeby nie było tak źle, podobno jak ambasador polski przyjechał do Albanii w latach 40. to jego jakiś ważny interlokutor nie umiał mówić w żadnym obcym języku, więc nasz, przedwojenny jeszcze, dyplomata spróbował po łacinie. I okazało się, że ten drugi liznął tejże w przykościelnej szkole. I się dogadali.
  • awatar Obiektyw-NIEJ: @jacek23151: A właśnie nie, to wymawiano poprawnie, tylko ten 'pokój' inaczej wychodził.
  • awatar jacek23151: @Obiektyw-NIEJ: i "anius Dei"
  • awatar Obiektyw-NIEJ: O, pinger mi schował wpis. Ja pamiętam śpiewanie 'Agnus Dei', w którym Włosi wymawiają 'paczem' zamiast 'pacem' i mnie to zawsze zgrzytało...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Szykując ten wpis myślałem, że temat konklawe będzie jeszcze otwarty, otwarty nie jest, ale wpis, w myśl tego, że wiedza nikomu niepotrzebna jest wiedzą najfajniejszą, będzie.

Nie wiem czy wiecie, ale każdy biskup Kościoła Katolickiego powinien mieć swoją diecezję, której jest głową, od tego jest w końcu biskupem. To logiczne, ale w końcu są biskupi, którzy pełnią inne funkcje niż głowa diecezji, np. biskup pomocniczy czy nuncjusz apostolski. Tacy biskupi jednak muszą mieć swoją stolicę biskupią.

Rozwiązaniem jest nadawanie im tzw. stolic tytularnych, czyli takich "wirtualnych diecezji", które w realu już nie istnieją, bo a to podbili je Arabowie w VII w., a to znajdują się na terenach z dominującym prawosławiem czy protestantyzmem i jako takie nie mają sensu istnienia, a to zostały zlikwidowane w momencie jakiejś reformy.

I tak na przykład biskup pomocniczy warszawski Marian Duś jest biskupem tytularnym Thenae (obecnie Tunezja), Tadeusz Pikus "rządzi" diecezją Perne, historycznie w tureckiej Pamfilii, a bp Piotr Jarecki (ten co jeździł samochodem po pijaku) jest biskupem Avissy, również w Tunezji. Abp senior Stanisław Wielgus to biskup Viminacium czyli Braniczewa w Serbii.

W diecezji praskiej najciekawszym przypadkiem jest bp pomocniczy Marek Solarczyk, którego stolicą tytularną jest islandzkie Hólar, które, swoją drogą, od kilku dobrych lat przypada Polakom, wcześniej mieli ją kard. Stanisław Nagy i bp Stanisław Budzik.

Co ciekawe, w Polsce jest też kilka biskupich stolic tytularnych. Najśmieszniejszą są chyba Sejny czyli mieścina na Suwalszczyźnie pod litewską granicą, która w Królestwie Kongresowym i trochę potem była stolicą diecezji augustowskiej. Zlikwidowano ją w 1925 roku, a w 2009 Sejny stały się stolicą tytularną. Ordynariuszem diecezji sejneńskiej jest obecnie nuncjusz apostolski w Kongo i Gabonie, bp Jan Pawłowski.

Niniejszym inauguruję nowy tag, którym opatrzę część wpisów wstecz na tym blogasku.
  • awatar Obiektyw-NIEJ: Ooo, ciekawe :) w ogóle wiele wpisów z Twojego fanpejcza mógłbyś tu przeklejać, bo nie każdy ma tam możliwość komentowania :)
  • awatar RAF.: Marek Solarczyk uczył w mojej szkole religii i nawet dzisiaj wpadł nas odwiedzić <sława :D>
  • awatar fabulosita: O, to jest naprawdę ciekawe. Dosyć mnie konklawe zainteresowało, ale moim konserwatywni wielodzietni strasznie się cieszą, więc pewno nic dobrego dla mnie, leminga nowy papież nie szykuje. Więcej wiedzy bezużytecznej na pociechę!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Ostatnio TVP Polonia po raz kolejny powtarza "Dom". Muszę przyznać, że oglądam ten serial chyba już czwarty raz i cały czas mi się niesamowicie podoba. Mówię rzecz jasna o dwóch pierwszych seriach, z lat 1980 i 1982 i ostatnim odcinku z 1987, dokrętka z drugiej połowy lat 90. to już nie to.

Tak nawet myślę, że to jeden z najlepszych polskich seriali ever. Fajna, wielowątkowa fabuła (z czego chyba miłość Andrzeja do Basi, mimo że to wątek główny, jest najbardziej przewidywalna i nudna), fantastycznie zagrane role, zwłaszcza drugoplanowe (jak dla mnie Buczkowski jako Henio Lermaszewski i Leonard Andrzejewski jako jego ojciec rządzą), plejada chyba najlepszych polskich aktorów (Stanisław Zaczyk jako dr Lawina, Tadeusz Janczar jako Kazanowicz, nawet Pacuła zagrała tam sensowną rolę, a Tomasz Mędrzak był bliski wyzwolenia się z roli Stasia).

No i to, że mimo - jednak - cenzury i komuny - Mularczykowi i Janickiemu udało się aż tyle ciekawych tematów do serialu wrzucić i nic im nie wycięli.

Niestety na YT cenzura TVP zadziałała i już nie ma serialu, zachowało się kilka scen:

scena montażu bramy


pan Popiołek i wódka:


budowa Trasy W-Z


nocleg piłkarzy Cracovii u Bawolików i wizyta komisji lokalowej


No i muzyka, prosta ale skuteczna
  • awatar kochanica szkarłatna: oglądałam "Dom" chyba z siedem razy, w TVP, w TVP Polonia i masz rację, pierwsze dwie serie są świetnie. W ostatniej obejrzałam tylko fragment z filmową Basią i Łukaszem i postanowiłam sobie darować. Wolę ich zapamiętać jako pięknych i młodych.
  • awatar tfu: dla mnie najlepszy polski serial, mogę oglądać bez końca. pierwsze serie faktycznie najlepsze, ale i następne dobre. mam sentyment - może dla tego że byłam gówniarzem który czekał na nowe odcinki aż do 2000 roku bodajże ;)
  • awatar cornflakemum: Uwielbiam!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Od pewnego czasu daje się zaobserwować renesans twórczości niejakiej Tekli Bądarzewskiej, która - i owszem - w połowie XIX w. napisała - rzeklibyśmy dziś - szlagier, a mianowicie "Modlitwę Dziewicy". Melodię, która w Polsce, podobnie jak osoba kompozytorki, jest niemal zupełnie zapomniana, mimo że w XIX w. była hitem na miarę jakiejś Budki Suflera.


W pieniach nad dokonaniami Tekli przeważa opinia, że my, Polacy, się nie znamy, bo Tekla Bądarzewska ma krater na księżycu, w Japonii dzieci zaczynają uczyć się grać na fortepianie poczynając od "Modlitwy", a na Tajwanie śmieciarki grają tę melodię kiedy podjeżdżają po śmieci, żeby zaanonsować swoją obecność.


U nas o Bądarzewskiej nikt nie pamięta, zresztą, jej twórczość nie jest zbyt obfita, z racji szybkiej śmierci nie zdążyła się nakomponować.

Tylko ja się zastanawiam, czy to nie jest trochę na wyrost. Utwór zyskał sobie niesamowitą popularność, ale nie jest, nawet na moje ucho, jakiś wybitny. Do tego co jest miarą tej popularności? Gdyby do każdego kompozytora przystawiać wymienione wyżej miary, to Beethoven byłby geniuszem dlatego, że domofony często grają "Dla Elizy", a najwybitniejszym polskim kompozytorem byłby autor melodii "Wlazł kotek na płotek"... Tak ja to widzę.
  • awatar Maruszka: Aż ją sobie wyguglałam. Wiki podaje: “...zmarła po dziewięciu latach małżeństwa z J. Baranowskim” :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dziś trafiłem przypadkiem na Benny Hilla na Polonii 1. Pomijając myśl o tym jak mnie to mogło kiedyś śmieszyć, zorientowałem się, że były przecież tam takie kreskówki, które mając lat 11-13 oglądałem. Fakt, że to raczej pierwsze roczniki gimbazy wspominają je jako coś wyjątkowego, ja raczej już z tego darłem łacha, pomijając rzecz jasna "Kapitana Hawka" czyli Tsubasę, bo przecież to o piłce było. No ale wspomnijmy.

Najpierw wspomniana czołówka Tsubasy. W wersji oryginalnej:


i z innej serii, przerobiona przez Japończyków


Oglądało się też Yattamana. Już wtedy przerażał mnie idiotyzm tej kreskówki, w której każdy odcinek wyglądał tak samo. Poza jednym, kiedy Trójce Drombo udało się znaleźć Kamień Dokuro i zanieść go Dokuro Beiowi, ale ten i tak dał im karę, bo "inaczej cały dzień bolałaby go głowa"

Tu mamy kultową scenę pojedynku robotów


Było jeszcze "Królestwo Kalendarza" ze słynnym "biripi, biripo, kto zwycięży, kto ach kto!" Tam był dla odmiany Yattodettaman i Paw Kosmosu i Gwiezdny Król Z tej kreskówki najbardziej nabijał się mój ojciec


Za to dziewczynki kochały to:


I wszystko było z włoskim dubbingiem
  • awatar Persephone: Właśnie doszłam do wniosku, że te bajki wykreowały mój typ mężczyzny: ciemnowłosy, duże oczy :P (Tsubasa, chłopak głównej bohaterki "Pojedynku...", Yattodetaman, Daimos i tak dalej :D)
  • awatar Obiektyw-NIEJ: Kurczę, te japońskie bajki to nie moje klimaty kompletnie... Jak już je oglądaliśmy, to żeby się pośmiać np. ze scen meczu, w którym piłka leciała kilka minut między zawodnikiem a bramką, czemu towarzyszyło kilka zbliżeń rozdziawionych ust i migoczących wielkich oczu... :P
  • awatar Persephone: Tsubasa i "Pojedynek aniołów"!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
A wiecie, że w znanym powiedzeniu, które się mówi na pożegnanie czasem, a które się kończy na "kup se trąbkę do pierdzenia" to wcale nie chodzi o to, że jest jakaś nieszczęśliwa Genowefa, która jest niewidoma, ale o to, że rzeczona "śle 'pa'" czyli się żegna?

Bo ja nie wiedziałem, ale już wiem.
  • awatar antybohaterka: jasność mego oswiecenia smieje sie :D
  • awatar ♥ Nice Bitch♥: @angie: hahaha to pewnie pora i moja faza po przeczytaniu tego dzisiaj zrozumiałam :D
  • awatar Pica: @jacek23151: można znaleźć na YT niektóre odcinki, myślałam, że w każdym odcinku były rymowanki na pożegnanie, ale już sprawdziłam parę i okazuje się, że nie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Dzisiejsze zdjęcie pochodzi z kościoła ojców Misjonarzy, czyli Św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu. Ołtarz po lewej stronie najbliżej ołtarza, widoczny na zdjęciu, ma teraz obraz Chrystusa z sercem na wierzchu, bo jest poświęcony Sercu Jezusowemu, a na górze jest św. Genowefa, patronka Paryża. Trochę to dziwny zestaw, ale jak się przyjrzeć historii tego ołtarza, to nie taki znów dziwny.


Był to oryginalnie ołtarz św. Felicissimy, która nie jest jakąś znaną świętą, ale wymyślono sobie, że ona ma być patronką wolnej elekcji. Jej relikwie w tym celu sprowadził w 1697 roku prymas Michał Radziejowski, który umyślił sobie, że jak sprowadzi takie relikwie i odstawią taki wspaniały ołtarz, to elekcja pójdzie po myśli prymasa, czyli że następcą Jana Sobieskiego zostanie francuski książę Kondeusz. Przy ołtarzu miała zostać odprawiona dziękczynna msza za elekcję Kondeusza. Bo Felicissima, Paryż i w ogóle.

Prymas miał sporo pieniędzy, więc przekonał szlachtę, żeby zagłosowała na Francuza, ale pech chciał, że jak mu się to udało, to ołtarz był jeszcze nie skończony, a co to za Te Deum przy niedorobionym ołtarzu. Pewny swego Radziejowski zlecił skończenie ołtarza na 22 lip... znaczy na następny dzień, poszedł spać, a tymczasem na polu elekcyjnym stronnicy przyszłego Augusta II mocno działali za pomocą wódki, jadła i szabel, żeby szlachta zmieniła zdanie i wybrała Augusta.

Tak też się i stało, następnego dnia wybrano Augusta Wettina. A Radziejowski musiał się patrzeć na ołtarz i pewnie nie był zadowolony, tym bardziej, że obok ołtarza kazał sobie wystawić nagrobek ze swoją postacią adorującą relikwie św. Felicissimy.
 

 
Wreszcie!!! Chyba trzy złote medale Justyny Kowalczyk by mnie tak nie cieszyły jak to złoto Stocha To średnia skocznia była wypadkiem przy pracy jednak. Pierwsze zwycięstwo w sezonie i od razu na MŚ.

A na podium bez Austriaków. Się Pointner z Hoferem belek naobniżali, nakombinowali, a na podium Prevce i Stochy

Wiedziałem, że mi się dziś przyda to piwo co leży w lodówce
  • awatar Obiektyw-NIEJ: Noo, rządził dziś Kamil, bez dwóch zdań. A tak się denerwowałam przed drugim skokiem, żeby nie było jak kilka dni wcześniej... :D
  • awatar dezerter: Coś czuję że do końca sezonu ładnie pociągnie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzięki koledze przypomniałem sobie o proteście przeciw szarej rzeczywistości lat 80. (zapewne, bo nie wiem dokładnie kiedy układano ten pomnik). Albo w zakładzie produkującym te płyty chodnikowe, albo podczas ich układania, ktoś pieczołowicie wyrył napis "PZPR KURWY".

Napis jest już coraz mniej widoczny, a szkoda. Taki "mały sabotaż"
 

 
Ano nie lubię. Żeby nie było, bardzo szanuję jej dokonania jako sportowca, wszystkie medale mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich.

Ale w tym sezonie jakoś jej nie trawię. W zasadzie przestałem ją lubić w trakcie Vancouver, kiedy zaczęła oskarżać rywalki o wszystko, począwszy od dopingu, skończywszy na zespołowej współpracy w trakcie biegów. To samo, dodając jeszcze jakoby sprzyjające trasy i wszystko inne powtórzyło się na mistrzostwach w Oslo, gdzie Kowalczyk nie zdobyła ani jednego złotego medalu, a im dalej w turniej, tym bardziej odstawała od Norweżek.

Teraz ktoś od pi-aru kazał się pani Justynie zamknąć, ale wszyscy inni, media, eksperci, trenerzy, większość komentatorów w sieci, powtarzają te same absurdalne teorie. Dziś podobno "Norweżki zrobiły spisek, zamknęły Kowalczyk i nie dały jej ze sobą wygrać".

Ja mam już tego dość. To mogło być zabawne w pierwszym sezonie, tak jak dopatrywano się dopingu czy czegoś tam u Hannawalda. Ale czwarty sezon z rzędu te same opowieści są nudne i nie do wytrzymania. Prawda jest taka, że Justyna regularnie od zimy 2010 bierze baty wszędzie gdzie są ważne zawody. Czyli jest słabsza. I nie umie sobie w ogóle z tym poradzić.

I dopóki tak będzie, to nie będę przeżywał sukcesów i niepowodzeń Kowalczyk, co najwyżej z lekkim uśmieszkiem stwierdzę kolejne niepowodzenia.
  • awatar Obiektyw-NIEJ: Jak mówią, 'złej baletnicy..' A w ogóle, widzę, że piszesz jednak, no to czas nadrobić zaległości w czytaniu :)
  • awatar Gość: Ja jej nie trawię od dawna - abstrahując już od teorii dopingowych, wiecznie na wszystko narzeka - a to narty źle posmarowane, a to pokój świeżo odmalowany i śmierdzi, a to kombinezon dziadowy. Nie znoszę jej marudzenia i z góry współczuję przyszłemu mężowi, który będzie obarczany winą za jej złe sny.
  • awatar RAF.: popieram każdym słowem, u mnie w rodzinie nie mogę wytrzymać jak mama z tatą codziennie się wymieniają informacjami co słychać u ich Justynki o.O
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wczoraj specjalnie wcześniej poszedłem biegać, żeby zobaczyć całkiem nietypowy debiut na MŚ w narciarstwie klasycznym. Otóż byliśmy wczoraj świadkami pierwszego w historii startu... łotewskiego skoczka narciarskiego.

Kristaps Neżborts, bo o nim mowa, ma 15 lat i jest jednym z trzech czynnych skoczków narciarskich na Łotwie. Na Łotwie nie ma dużej skoczni, więc trenuje on w Estonii, a startuje w zawodach czasem nawet z estońskimi dziewczynkami.

Wczoraj na skoczni K95 skoczył... 57 metrów, zajął ostatnie miejsce, a przedostatni zawodnik, Węgier Akos Szilagyi, skoczył metrów 75. Nic dziwnego, że po skoku był trochę niewyraźny

  • awatar Obiektyw-NIEJ: O, ciekawe :)
  • awatar jacek23151: @Nauczycielka na wakacjach: to jest Niemiec po mamusi, nie załapał się do kadry, to skacze dla Grecji :)
  • awatar jacek23151: o, I take it as a compliment. Spytaj go, czy ściska kciuki za pana z Togo co będzie biegł na nartach :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dziś miejsce bardzo ciekawe, choć mało znane (a to ci niespodzianka). Mieści się ono przy Konduktorskiej. Nazywa się Skwer Gwiazda Polski. Powstał w roku 2004 i upamiętnia następujące wydarzenie:

Gwiazda Polski była największym na świecie balonem stratosferycznym, który miał wzlecieć na wysokość 30000 metrów z załogą na pokładzie. Nic mi nie wiadomo o tym, jakoby miał wśród załogi być jakiś Feliks Baumgartner, który by wyskoczył z balonu na spadochronie, ale pod koniec lat 30. to i tak było bardzo wysoko, nawet jak nikt nie skakał. Lecieć mieli płk. Zbigniew Burzyński i fizyk dr Konstanty Narkiewicz-Jodko (ten pierwszy ma nawet ulicę na Gocławiu).

Balon miał wystartować 14 października 1938 roku z Polany Chochołowskiej w Tatrach, ale za mocno wiało i podjęto decyzję, że napełnianie powłoki wodorem zostanie przerwane i balon wystartuje kiedy indziej. Niestety, jak wspomniano wyżej, za mocno wiało, i jak już kończono wypuszczanie gazu z powrotem to balon się wziął i zapalił od wyładowania elektrostatycznego.

Kolejny start balonu po naprawie zaplanowano na wrzesień 1939 roku, miał mieć miejsce w Sławsku. Wtedy jednak chłopcy z Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej mieli poważniejsze problemy niż latanie balonami po stratosferze.

Upamiętnienie (widać jak miał wyglądać balon) znajduje się na ścianie budynku po południowej stronie skweru. Gdyby ktoś, kto to czyta, tam kiedyś trafił
 

 
W zeszły weekend skończyły się tez MŚ w narciarstwie alpejskim, które mnie ogólnie wcale nie podniecają, zwłaszcza jak wprowadzili eliminacje do slalomu i nie można sobie pooglądać reprezentantów Boliwii, Nepalu, Indii i innych egzotycznych krajów.

Ale przypomniało mi to o niezwykle barwnej postaci, jaką jest książę Hubertus Rudolf von Hohenlohe-Langenburg, który startuje od MŚ 1982 (!) dla Meksyku (!!!). Jest założycielem tamtejszej federacji narciarskiej i jedynym przedstawicielem Meksyku na igrzyskach od 1984 roku. Oczywiście jak się można domyślić wielkich sukcesów nie odnosi, na ten przykład w Vancouver, gdzie był najstarszym olimpijczykiem, był 78. w slalomie gigancie, ale jest to i tak ciekawa postać.

Urodził się w Meksyku bo jego ojciec stawiał tam fabrykę Volkswagena. Jego prapradziadkiem jest Gianni Agnelli, założyciel Fiata. Jego babka ze strony matki nazywała się zaś María de la Piedad de Yturbe y von Scholtz-Hersmendorff, markiza Belvis i Las Navas. Książę rezyduje w Liechtensteinie, a w Meksyku spędza parę tygodni w roku, jest przy tym wziętym fotografem oraz śpiewał pod pseudonimami Royal Disaster i Andy Himalaya. Oto skrót jego dokonań.


Najbardziej mi się podoba jak próbuje podejść pod bramkę, którą ominął
 

 
Dziś z cyklu dziwne miejsca: Kolumna z orłem przy Bukowińskiej.

Wiele blogów oraz nawet Ulice Twojego Miasta (co w sumie wcale nie dziwi) powtarza historię o związkach tej kolumny z powstańcami styczniowymi lub, o zgrozo, z Napoleonem i jego wojskami. A znów inni gadajo, że to inwestor Domu Pod Orłem, który znajduje się siłą rzeczy nad orłem, w roku 1997 budując ten koszmarek ozdobił kolumnę orłem.

Tymczasem ja skłaniam się ku innej tezie. Jak wiadomo i jak zauważył ktoś tam gdzieś tam, jak jest u nas coś starego i niewiadomego pochodzenia, to przypisuje się to Szwedom, Napoleonowi lub diabłu (vide karczmy napoleońskie lub legendy typu "skąd się tutaj wziął ten głaz". I tak z rozpędu zrobiono i w tych opracowaniach. Sama kolumna rzeczywiście jest dość stara, bo pochodzi z końca XIX w. i była pomnikiem ofiar zarazy, która zdziesiątkowała mieszkańców wsi Szopy Polskie, Szopy Niemieckie i Potoki. Zwłoki zostały stamtąd przeniesione w 1911 roku, a kolumna, mająca wówczas zamiast orła krzyż, niszczała sobie wśród krzaków aż do lat 70., kiedy ją odbudowano, stawiając najpewniej przy okazji orła - napoleońskiego. Znalazłem zdjęcie z 1991 kiedy kolumna już z orłem stoi sobie w trawie, a po Rezydencji pod Orłem ani śladu. Właściciel apartamentowca to tę kolumnę tylko odpicował, remont bowiem z lat 70. był wykonany jak wszystko w latach 70. i po dwudziestu paru latach dzieło zaczęło się sypać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ale udane mistrzostwa świata w biatlonie się właśnie skończyły!!! Srebrny medal Krystyny Pałki w zeszłą niedzielę


który był w sumie nieco spodziewany, bo to najrówniejsza nasza zawodniczka. Potem słabsza sztafeta, ale dziś na końcu brązowy medal zdobyła najmłodsza w drużynie Monika Hojnisz, która punktowała do tej pory zaledwie 10 razy w trzech sezonach Pucharu Świata! Choć zanosiło się na początku na jeszcze większy sukces, bo po drugim strzelaniu było tak:


to jednak Pałka nieco spuchła w biegu a na końcu się pomyliła na strzelnicy, za to panna Hojniszówna ostatnie strzelanie wykonała bezbłędnie i dojechała na trzecim miejscu



Pałka była 7., Nowakowska 9., a moja dusza fana biatlonu cieszy się jeszcze bardziej.

Do tego panna Monika to całkiem przyjemna dziewczynka
 

 
Do fascynacji uprzednio wymienianych przeze mnie, dziecko moje zafascynowało się oglądaniem skoków narciarskich (dzięki tatusiowi, a co!) w czym wydatnie pomaga kolejna fascynacja, czyli flagi oraz, co za niespodzianka, fakt, że skoczkowie mają kolejne numerki na plastronach.

Stworzyliśmy zatem kolejną pomoc naukową.


Oczywiście, należy również nauczyć się jak się liczy przynajmniej do trzech w każdym z tych języków. No to dzięki temu dowiedziałem się, że po kazachsku "jeden, dwa, trzy" to "bir, eki, usz", a po arabsku "łahid, ithnan, thalatha"
  • awatar Dejotka: @jacek23151: wow! no to widzę, że indoktrynujące szkolenia opanowałeś do perfekcji! :-D
  • awatar jacek23151: @Dejotka: co więcej, dziś przyszedł od dziadków, biatlon już trwał, zasiadł koło mnie, nie zwracając uwagi na mamusię ;) i mówi "a to jest biatlon, a nie skoki. One będą strzelać i będą flagi od góry do dołu". Moja krew.
  • awatar Dejotka: @jacek23151: wyobrażam to sobie :-) miło to czytać :-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Pamiętają jak pisałem o dzwonie?

http://jacek23151.pinger.pl/m/9124503

Obok tego miejsca stoi sobie bardzo ciekawa willa. To znaczy teraz nie tak ciekawa, ale z ciekawą historią.

Willa ta, stojąca przy Bukowińskiej 24a, zbudowana została w roku 1850 przez Franciszka Marię Lanciego w stylu podobnym do jego innych realizacji takich jak przebudowa kościoła pw św. Katarzyny czy obecne Muzeum Ruchu Ludowego przy al. Wilanowskiej. Mieścił się tu folwark zwany Nowy Sad, a sama willa należała do bogatych ogrodników Bursiaków, w których rodzinę wżenił się niejaki Smolarek. Dzięki niemu majątek, leżący nawet w przedwojennej Warszawie tam gdzie psy d...mi szczekają, wyspecjalizował się w produkcji krzewów różanych. Mówiono, że po nasiona należy jeździć do Ulrycha, po drzewka do Hoserów, a po róże i bzy do Smolarka. W czasie powstania toczyły się tu walki, ogród został zniszczony, a sam Smolarek stracił w walkach wszystkich synów. Mieszkał w willi do końca lat 60., a pod koniec życia zdziwaczał. Jedynym wspomnieniem po świetności miejsca były pawie, które staruszek trzymał do śmierci i które dość absurdalnie łaziły sobie po zaśmieconym podwórku.

W latach 90. willę przejął inwestor i przebudował ją dość brzydko, dzięki czemu wygląda ona teraz jak na zdjęciu i zatraciła cechy stylu, który był neorenesansem toskańskim. Właściwa Pawiówka to ten budynek z prawej, z lewej jakiś nowy koszmarek. Podobno kręcą w nim jakiś serial.
 

 
Dziś nie kościół, a pomnik. Bardzo dziwny pomnik, dodajmy. Stoi sobie na tyłach stadionu Polonii w parku Traugutta. Jest to "Macierzyństwo" autorstwa Wacława Szymanowskiego, który trochę później wykonał pomnik Chopina z Łazienek. Rzeźbę zrobiono w roku 1902 i ustawiono w parku w roku 1926. Jak dla mnie jest lekko, hm, przegięta, ta matka całuje tego chłopca jakoś tak zupełnie nie po matczynemu, do tego oboje są na golasa. No ale - secesja. To mi przypomina, dlaczego znoszę ją jedynie w formie jakiejś kraty naokoło pomnika, kutej balustrady albo ornamentów na grobie.

A co Wy sądzicie?
  • awatar Obiektyw-NIEJ: @Pica: O, takie skojarzenie też miałam.
  • awatar Obiektyw-NIEJ: Dla mnie też jest w tej rzeźbie coś dziwnego, może niekoniecznie gorszącego, ale niejednoznacznego. Przypomina mi scenę z np. wojny, gdy matka znajduje swoje dziecko wśród ruin i zapalczywie zaczyna obsypywać pocałunkami. Jest w tej postaci potężna dawka ekspresji.
  • awatar Persephone: Dużo jest takich pomników matek i one bardzo często są bez ubrania, więc coś w tym musi być.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›